Poprzednia, siedemnasta część
tutaj.
-Gisborne, ty skończony tępaku! – grzmiał
szeryf, usłyszawszy radosną nowinę – Co ty wyprawiasz!?
- Ależ mój panie, nie rozumiem! Po prostu
żenię się…
- Bez mojej zgody!?
Guy zmierzył go wściekle wzrokiem. Jego
istnienie dokuczało mu coraz bardziej. Gdyby tak się go pozbyć…
- O sypianie z nią też mam cię pytać!? –
warknął, wytrącony z równowagi.
- Masz niewolnice, do diabła! Używaj sobie
do woli! Masz ruską służącą! Rób z nią co chcesz!
- Owszem, robię, ale chcę ożenić się z
Marian, panie…
- Żeń się z Anastazją! Co jest z nią nie
tak? Ładna, mądra, zgrabna, czego ty chcesz więcej!?
- Dlaczego tak nie znosisz Marian!?
Szeryf zacisnął pięści, by powstrzymać się
od dosadnego wyrażenia, co sądzi o pannie Knighton. Guy był zresztą tak
zaślepiony, że w ogóle nie zrozumiałby tego.
- Zresztą Anastazja jest służącą, nie
ożenię się przecież z podrzędną niewolnicą – dodał Gisborne, odwracając się od
Vasey’a.
- Kto ci broni? – szeryf szarpnął go i
odwrócił w swoją stronę – Możesz się ożenić z kimkolwiek chcesz, rozumiesz?
- Więc to właśnie robię!
- Masz Anastazję!!!
- Ale chcę Marian!!!
Szeryf był wściekły, najbardziej na
Rusinkę. Przecież miała odciągnąć Guy’a od fałszywej lady Marian, a okazało się
coś wręcz przeciwnego – pozwoliła Gisborne’owi na ślub z nią. Nie o to ją
prosił! Podarował jej nawet suknię, żeby podobała się rycerzowi, Joan wspierała
ją po cichu we wszystkim, a ona zwyczajnie nie wywiązała się z tego, co miała
uczynić! Już on sobie z nią porozmawia, ale najpierw – sam spróbuje odwieść
Guy’a od fatalnego małżeństwa.
- Gisborne, tracę cierpliwość – Vasey
pogłaskał go po policzku – W ogóle do niej nie pasujesz. To dzika, nieokrzesana
baba, nadaje się do życia w leśnym szałasie, to nie jest kobieta godna ciebie,
Gisborne!
- Mogę z nią zamieszkać wszędzie! Nawet w
lesie!