Poprzednia, ósma część tutaj.
Luthien poczuła na sobie ciepłe
promienie słońca, wpadające przez okno stajni. Otworzyła powoli oczy i
przeciągnęła się. Otulała ją niesamowicie piękna woń świeżego siana, ale czegoś
jej brakowało. Podniosła się i zauważyła, że nie ma obok niej Thorina. To
dziwne, nigdy nie opuszczał jej do momentu, kiedy się obudziła. Ogarnął ją
niepokój. Przypomniała sobie wczorajszy wieczór: najpierw okropną kłótnię,
ostre słowa, a potem tę cudowną bliskość, te namiętne chwile, których nie mogła
porównać do żadnych wcześniejszych. Tej nocy było inaczej. I bała się, że to
dlatego, iż Thorin chce ją opuścić. Ale przecież obiecał, że to przemyśli,
potem powiedział że chce aby była jego małą, słodką dziewczynką, to chyba
znaczyło że chce ją ze sobą zabrać. Jednak w jej sercu tliła się niepewność,
która wzrosła, kiedy zdała sobie sprawę, że w stajni oprócz Thorina nie ma też
ani jednego kucyka…
***
Fili, z rozkazu swego wujka,
pilnował przygotowań do dalszej wędrówki. Obszedł całe gospodarstwo Beorna,
pozbierał wszystkie krasnoludy w jedno miejsce, jednak nadal brakowało mu
jednej osoby. Póki co nie przejmował się tym i dbał, aby każdy wziął ze sobą
bagaż i zapas jedzenia od gospodarza. Kątem oka zauważył, że Thorin trzyma się
jakby na uboczu i unika kontaktu z resztą. Zawołał do siebie swego brata.
- Kili, co mu jest? – zapytał.
- Bo ja wiem, może było mu
niewygodnie w tej stajni. A gdzie ciocia? – dodał z łobuzerskim uśmiechem.
- To mnie właśnie najbardziej
nurtuje.
- Bracie, od czego masz mnie,
zajmę się tym.