poniedziałek, 24 listopada 2014

Na dobry początek tygodnia (#30)…

Dziś będzie troszkę nietypowo, ponieważ nie będzie tu zdjęcia mojego ulubionego aktora, Richarda Armitage’a, bądź też screenu z postacią graną przez niego. Dziś chciałabym Wam zaproponować do posłuchania jedną piosenkę. Piosenkę, na którą trafiłam kiedy dotarło do mnie, że piosenką promującą trzecią część Hobbita będzie „The Last Goodbye” Billy'ego Boyda, i kiedy znalazłam informację, że Billy Boyd jest członkiem zespołu Beecake. Zatem posłuchajcie ich utworu „Please Stay”, który urzekł mnie od pierwszego usłyszenia.


Miłego tygodnia Wszystkim!

niedziela, 23 listopada 2014

Kolejne zdjęcie pana Armitage’a z cyklu „jak ukryć brodę” :-)

Moja Thorinowa sobota.

Wczoraj postanowiłam zrobić coś tylko dla siebie i obejrzałam „Hobbit: Pustkowie Smauga” w wersji rozszerzonej. Całkiem fanie się oglądało, i już pomijam fakt, że troszkę szczegółów nie pamiętałam. ;-) A i niektóre mocno mnie zaskoczyły. 
Richard Armiatge jako Thorin Dębowa Tarcza w filmie „Hobbit: Pustkowie Smauga” wersja rozszerzona.  Scena z Mrocznej Puszczy. Mój screen. 
Ale przyznać też muszę, że potrzebowałam sobie zrobić przerwę i to znacznie wcześniej aniżeli przy zmianie płyty CD. ;-)

A kiedy wróciłam do rzeczywistości to spotkała mnie niespodzianka, bo mój ulubiony aktor udostępnił kolejne zdjęcie autorstwa Sarah Dunn, a które jest jego zwycięzcą w konkursie  #‎beardbegone. 



Pierwszą moją myślą było, że stylizacja jest zupełnie inna od tej proponowanej przez RA ;-) A drugą, że na tym zdjęciu RA ma spojrzenie w stylu George’a Michaela z czasów albumu „Older” ;-) ( ale to mój pokręcony umysł). A szukając pozytywów na tym zdjęciu, to jest kolejne zdjęcie pięknej dłoni Richarda Armitage’a. ;-)


środa, 19 listopada 2014

"Książę z lawendowych pól", fanfik autorstwa Kate. Część 21.


Notka: Autorem tego opowiadania jest Kate, która publikuje swoje opowieści na Wattpad. Prace Kate znajdziecie tutaj. Opowieść, "Książę z lawendowych pól" zainspirowana jest postacią Johna Standringa granego przez Richarda Armitage’a w serialu „Sparkhouse" polski tytuł ”Dom na wrzosowisku” i nie ma na celu naruszenia praw autorskich. Opowieść zawiera treści erotyczne, więc jeśli nie macie skończonej odpowiedniej ilości lat (to jest 18 lat) aby czytać takie teksty, to proszę nie czytajcie dalej.
-----------------------------

Poprzedni, dwudziesta część tutaj.


Odkąd do Terrington zawitała moja ciotka, miałam przeczucie, że wydarzy się coś więcej. Jej propozycja pracy była zbyt nierealna i piękna, i wszystko układało się zbyt dobrze, żeby mogło tak zostać. Nie myliłam się – już dzień po jej przyjeździe, gdy jedliśmy wraz z nią obiad w moim domu, gdzie nas zaprosiła, do drzwi zapukała pani Jones. Otworzył jej John.
- Czego pani od nas chce? – warknął – Proszę wyjść i nie zbliżać się do naszego domu!
- Kochany, wysłuchaj mnie! – kobieta niespodziewanie zalała się łzami – Miejcie litość dla mojego dziecka! Przez was musi się ukrywać, wyjechała w świat, zostawiła dzieci, a do mnie policja ciągle przychodzi!
- Litość? Pani raczy żartować! – John wybuchnął, widziałam po nim że jest niesamowicie wściekły – Sarah chciała skrzywdzić moją narzeczoną, groziła jej i została przyłapana przy naszym domu z ostrym narzędziem! Mało pani!? Śmie pani przychodzić i mówić, że to przez nas!?
- Litości! Ona zrozumiała, na wie, że źle zrobiła, wie że tak nie wolno i musi przeprosić.
- Przeprosi w sądzie – wtrąciłam się – Proszę dać nam spokój.
- Zaraz, Katie, to ta wiejska latawica? – zaciekawiła się ciotka – Ta, co to chciała twojego Johna do łóżka zaciągnąć?
- Tak, ciociu, i matka tej… Tej, która mnie nęka.
- Podejdź no, diablico! Nie wstydź ci nachodzić te biedne dzieci? Wstydu nie masz, wieśniaczko!
- Nie z tobą rozmawiam, lafiryndo! – odgryzła się Jones.
- JA lafiryndą!? – oburzyła się Josephine – JA!? TYLKO moja bratowa ma prawo mnie tak nazywać!
- Lafirynda! Pusta, stara torba!
- Proszę się wynosić! – wrzasnął John – Albo i do pani wezwę policję!
- Zlituj się! – kobieta padła na kolana i złapała go za ręce – Nie wytrzymam tego! Nie rób mi więcej krzywdy!
- Nazwała mnie pustą lafiryndą! – krzyknęła Josephine, chwytając panią Jones za włosy – Starą torbą! Zabiję ją!
Obie kobiety rzuciły się na siebie, szarpiąc się i krzycząc przeróżne wulgarne określenia. Ciotka pchnęła Jones na podłogę i uklękła przy niej, chwytając ją za poły płaszcza i szarpiąc.
- Kryminalistki! Ty i twoja córka! Patologia!
- Puść mnie, głupia babo!
- Przeproś mnie, ladacznico!
- Nigdy!
- Radzę pani posłuchać – powiedział John – Ciocia nie żartuje.
- Prze… przepraszam! – ryknęła upokorzona Jones – Wystarczy!?
- Puszczalska krowa! – ciotka szarpnęła nią ostatni raz i podniosła się z podłogi.
- O ty…
- Proszę liczyć się ze słowami! – zastrzegłam – I niech pani już wyjdzie, proszę.
- Miej litość – kobieta spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem, gdy John prowadził roztrzęsioną ciotkę do kuchni – My bez Sarah bardzo cierpimy, dzieci płaczą po nocach…
- Proszę pani, Sarah mnie skrzywdziła, myśli pani że ja nie cierpię? Ja boję się wyjść sama z domu, bo wiem że ktoś może mnie zaatakować!
- Ona już tego nie zrobi, przysięgam. Tylko wycofaj to oskarżenia. Nie niszcz jej życia…
- Ona SAMA je sobie zniszczyła! Nie widzi pani, co się stało z pani córką? Stoczyła się na samo dno, a teraz próbuje jeszcze mnie zniszczyć życie! Ja mam jej pomóc?
- Pomyśl o jej dzieciach…
- A pani niech o mnie pomyśli! – krzyknęłam, wytrącona z równowagi – Straciłam moje dziecko, a Sarah rozpowiadała po całej wsi, że je usunęłam, by wzbudzić litość. To najgorsza podłość!
- Ona żałuje, naprawdę! – lamentowała pani Jones – Proszę, zapomnij o tym i daruj jej!
- Niech pani wyjdzie.
- Ulituj się!
- Proszę wyjść, to może nad tym pomyślę.
- Dziękuję, dziękuję! – Jones otworzyła oczy szeroko ze zdumienia – Niech ci Bóg to wynagrodzi! Niech ci ześle zdrowe dzieci!
Popatrzyłam na nią z niedowierzaniem. Jak w tej sytuacji śmiała życzyć mi zdrowych dzieci!? Trzeba mieć tupet! Albo zupełną pustkę w głowie, o co najbardziej mogłam posądzać tę kobietę.
- Proszę opuścić nasz dom! – zagrzmiał John, wchodząc do pokoju.
- Ladacznica i kryminalistka! – fuknęła jeszcze Josephine – Trzymaj się od mojej bratanicy z daleka!