niedziela, 14 września 2014

Podziękowanie pana Armitage'a podczas ostatniego spektaklu "The Crucible".






Dziwne, bo pomimo, że nie widziałam spektaklu to patrząc na ten króciutki filmik jestem bardzo wzruszona. 


Aktualizacja: w związku z tym, że powyższy film jest już prywatnym filmem, poniżej krótszy, ale zawierający te same emocje. 

piątek, 12 września 2014

Happy Guy Day! Co mawiała matka Sir Guy’a.

Dziś chciałabym zwrócić Waszą uwagę na jedno zdanie wypowiedziane przez Sir Guy’a (Richard Armitage) z pierwszego sezonu serialu BBC „Robin Hood” do Lady Marian (Lucy Griffiths), kiedy to po raz kolejny on przyniósł jej podarek a którego ona nie chciała przyjąć. A wiemy, że ten rycerz potrafił być hojnym.

Thorin z kalendarza.

Chciałabym odnotować fakt, że pojawił się kolejny (o poprzednim tutaj) portret Thorina Dębowej Tarczy z filmu „Hobbit: Bitwa Pięciu Armii”.
Thorin Dębowa Tarcza ( Richard Armitage) z kalendarza na 2015 rok.
Źródło obrazka
Tylko dlaczego Thorin trzyma miecz w lewej dłoni? 


środa, 10 września 2014

WHERE DOES HE GET IT?

Coś co warto przeczytać. Zajrzyjcie tutaj na blog RAndom thoughts

"Książę z lawendowych pól", fanfik autorstwa Kate. Część 11.

Notka: Autorem tego opowiadania jest Kate, która publikuje swoje opowieści na Wattpad. Prace Kate znajdziecie tutaj. Opowieść zainspirowana jest postacią Johna Standringa granego przez Richarda Armitage’a w serialu „Sparkhouse" polski tytuł ”Dom na wrzosowisku” i nie ma na celu naruszenia praw autorskich. Opowieść zawiera treści erotyczne, więc jeśli nie macie skończonej odpowiedniej ilości lat (to jest 18 lat) aby czytać takie teksty, to proszę nie czytajcie dalej.
------------------

Poprzednia, dziesiąta część tutaj

Życie z Johnem u boku to nieustanne pasmo niespodzianek. Budzenie się co rano u jego boku i patrzenie na jego pogrążoną we śnie twarz było jak spełnienie marzeń. Czasem to on budził się pierwszy i to on obserwował, jak śpię. Czasem spędzaliśmy noc w moim domu, czasem u niego. Na dłuższą metę było to dość bezsensowne, ale nie śmiałam pierwsza proponować mu przeprowadzki. Uznałam, że skoro potrzebuje czasu, to mu go dam, może potrzebował tej świadomości, że w razie czego zawsze ma swój własny dom, i nie jest ode mnie zależny. Nie wnikałam w to, było zbyt pięknie, by się nad tym zastanawiać. Codziennie czekałam na niego przed domem, kiedy miał wracać z pracy, a kiedy był już blisko, wychodziłam na ulicę i czule całowałam go na powitanie, a kiedy bywały dni, że musiałam jechać do redakcji w Yorku, John dzwonił do mnie od razu po powrocie do domu. Czułam się najszczęśliwsza na świecie i spełniona, mając go u swego boku. Ten cudowny mężczyzna był tylko mój… Ale niestety nie tylko ja go chciałam.
Zauważyłam, że odkąd John zmienił swój wygląd, wszystkie kobiety we wsi bardzo dokładnie go obserwowały. Udawałam, że nie dostrzegam znaczących uśmieszków i powłóczystych spojrzeń. Tak, w końcu dostrzegły, jakim urokiem dysponował John Standring, w końcu do wszystkich dotarło, że to najprzystojniejszy mężczyzna w całej Wielkiej Brytanii. I należał tylko do mnie… Co tu dużo kryć, zaczęły mi jawnie zazdrościć. Usłyszałam to pewnego dnia, kiedy pan Jackman sprzedawał, a ja pozwoliłam sobie na chwilę odpoczynku na zapleczu.
- Rosie, widziałaś Standringa? – zapytała jedna z kobiet, po głosie poznałam że to pani Jones, czterdziestoletnia wdowa. Matka Sarah Jones. Rosie zaś była kuzynką Paula Turnera, była kilka lat starsza ode mnie.
- Jak mogłabym nie zauważyć – roześmiała się – Gdzie ten chłopak się tyle czasu ukrywał!
- Ależ z niego przystojniak! Jak zobaczyłam go z tą Kate po kościele, wtedy kiedy pobił twojego kuzyna…
- Należało mu się! Paul to bezczelny smarkacz. A John jest taki męski, obronił kobietę, którą kocha…
- Pięć pączków dla pani, czy coś poza tym? – odezwał się pan Jackman.
- Tak, 40 deko tych ciasteczek z lukrem – odparła pani Jones – Ta Kate jakoś mi do niego nie pasuje. Przecież to miastowa dziewczyna, gdzie ona się związała z farmerem! Powinna robić karierę i zostawić nam naszych wiejskich mężczyzn!
- A ja tam myślę, że ładna z nich para – odparła Rosie – Katie jest w nim zakochana po uszy. Inaczej nie doprowadziłaby go do takiego stanu. Zrobiła z niego całkiem innego człowieka. Choć nie obraziłabym się, gdyby John spojrzał na mnie przychylniejszym okiem…
- Dajże spokój! Dziewucha po studiach, też powinnaś jechać do miasta! W banku pracować! Jakiegoś dyrektora poderwać! Taki Standring to by mi się przydał, wdową jestem od roku… A tu łóżko puste, aż skrzypi…
- Czy coś poza tym!? – wręcz krzyknął Jackman, poirytowany.
- Nie krzycz chłopie, nie ogłuchłam! Ukrój mi tej drożdżówki… Ależ bym z tym Johnem poharcowała! Aż wióry by leciały!
- Pani Jones, co też pani!
- A co? Stara nie jestem!
- Mąż pani nie ostygł, a pani takie rzeczy…
- Mąż swoje za uszami miał – ucięła krótko Jones – Więc i ja wyrzutów nie mam. Muszę zagadać do Johna, może zgodzi się naprawić mi płot.
Nie mogłam wytrzymać ze śmiechu. Pani Jones, mimo młodego wieku, wyglądała gorzej niż jej własna matka, miała paskudny, plotkarski charakter, no i z kulturą też była na bakier. John miałby iść z nią do łóżka? Roześmiałam się pod nosem i zadowolona wyszłam z zaplecza.
- Dzień dobry! – przywitałam się – Pomóc, szefie?
- Tak Katie, obsłuż Rosie – Jackman zmierzył mnie uważnie – Pani Jones, czy to wszystko?
- Tak, wystarczy – kobieta zerknęła na kasę fiskalną i położyła na ladzie odliczone pieniądze – Ale dziś gorąco! Idę już, mam dzisiaj gości, a jeszcze muszę do spowiedzi zdążyć!
- Powodzenia, pani Jones! – uśmiechnęłam się życzliwie, i dodałam – Panie Jackman, czy John był może, kiedy mnie nie było?
- Tak, prosił żebym przekazał, że tęskni i strasznie cię kocha – szef podchwycił moją drobną złośliwość.
- Dziękuję – odparłam – Rosie, co podać?
Pani Jones fuknęła coś niegrzecznie pod nosem i wyszła. Jackman patrzył to na mnie, to na Rosie, i w końcu westchnął ciężko.
- Obawiam się o zdrowie psychiczne księdza po tej spowiedzi… John będzie mu się niedługo po nocach śnił!
- Cztery pączki poproszę – Rosie uśmiechnęła się nieśmiało – Jak leci, Kate?
- W porządku, lepiej niż kiedykolwiek. Szczęśliwa, spełniona, zakochana! Coś jeszcze?
- Dwie kremówki. Zazdroszczę ci, i… Ta akcja z Paulem, to było coś.
- Ech, nie wracajmy do tego, próbuję o tym zapomnieć, i nie chcę żeby John się denerwował. Jest strasznie zazdrosny i waleczny – podkreśliłam.
- Musi cię bardzo kochać – westchnęła.
- Mam taką nadzieję. To wszystko?
Rosie kiwnęła głową, zapłaciła i poszła. A ja usiadłam sobie na krześle i zastanawiałam się, ile jeszcze takich rozmów podsłucham, ile razy dowiem się, jak bardzo mój narzeczony podoba się innym kobietom. I jak bardzo chciałyby się z nim przespać, aż by… wióry leciały. Cóż, pani Jones i jej powiedzonka były w Terrington legendarne. Byłam jednak pewna, że nie przerobi Johna na żadne wióry. Przecież to mnie kochał, nie ją. Nie żadną inną, tylko mnie. Ale bardzo lubiłam, kiedy mi to udowadniał. I tego też w tej chwili potrzebowałam… Kiedy kończyłam pracę, poszłam jeszcze na chwilkę do toalety, by zrobić coś, co zaszokuje mojego narzeczonego, po czym wyszłam, grzecznie żegnając się z szefem. Udałam się prosto do gospodarstwa państwa Freemanów. Pani domu siedziała na ławeczce, obierając ziemniaki.
- Dzień dobry! – krzyknęłam z daleka.
- Och dzień dobry, drogie dziecko! – odpowiedziała staruszka – Co cię do nas sprowadza?
- Szukam Johna.
- Jest w stodole, kochanie. Idź, poszukaj go.
- Nie będę mu przeszkadzać?
- Złotko, niechże sobie John zrobi chwilę przerwy – przekonywała mnie pani Freeman – Mąż jest u owiec, a ja idę nagotować obiadu. Dla ciebie też zrobię. Idźże do niego! Niech się chłopak oderwie!
- Dziękuję pani!