środa, 17 grudnia 2014

Kilka nowych zdjęć Richarda Armitage’a.

Tym razem z sesji zdjęciowej autorstwa Genaro Molina / Los Angeles Times. Źródło zdjęć: hero complex. Można tam również ciekawy wywiad z moim ulubionym aktorem.

"Książę z lawendowych pól", fanfik autorstwa Kate. Część 25.

Notka: Autorem tego opowiadania jest Kate, która publikuje swoje opowieści na Wattpad. Prace Kate znajdziecie tutaj. Opowieść, "Książę z lawendowych pól" zainspirowana jest postacią Johna Standringa granego przez Richarda Armitage’a w serialu „Sparkhouse" polski tytuł ”Dom na wrzosowisku” i nie ma na celu naruszenia praw autorskich. Opowieść zawiera treści erotyczne, więc jeśli nie macie skończonej odpowiedniej ilości lat (to jest 18 lat) aby czytać takie teksty, to proszę nie czytajcie dalej.
-------------------------

Poprzednia, dwudziesta czwarta część tutaj.


Głośne, szybkie kroki po schodach jeszcze mocniej spotęgowały mój niepokój. W pewnym momencie usłyszałam dźwięk, jakby John potknął się. Tak, na pewno się potknął, bo zaklął dość głośno i szedł dalej. Kiedy wpadł do sypialni, od razu wiedziałam, że coś się stało. Padł na kolana tuż przy łóżku i przytulił się do mojego brzucha, obejmując mnie mocno. No tak, zapomniałabym że jest przecież pijany i ledwo trzyma się na nogach…
- Co się stało, John? – pytałam, głaszcząc go po głowie – Mów, bo oszaleję!
- Kate… Jezu, co ja narobiłem…
- John!!!
- Wybacz mi, kochanie…
- John! Opanuj się! – krzyknęłam, potrząsając nim – Co stało się u Carol!?
- Katie, przepraszam cię za to. Ja nie wiedziałem…
- Zdradziłeś mnie!? John, przyznaj się, jeśli… Nie, Boże, zniosłabym zdradę z każdą kobietą, ale nie z nią… Zabiję cię, rozumiesz?
- Posłuchaj – spojrzał na mnie zbolałym wzrokiem – Zabrałem się za naprawę tego kranu, ale jej chodziło o coś innego… Usiadła na podłodze obok mnie i zaczęła ze mną rozmawiać. O tym, że nadal coś do niej czuję, że ona jest tego pewna, że widzi to, że nie jestem z tobą szczęśliwy bo… nie jesteś kobietą dla mnie. Powiedziała, że jesteś głupią smarkulą.
- Mów dalej – powiedziałam lodowato, może zbyt lodowato, bo przecież wynikało z tego na razie, że John nie ponosi żadnej winy.
- Nie odpowiedziałem jej nic. Ona powiedziała wtedy, że wie, że od kiedy przyjechała, mam ochotę iść z nią do łóżka. Wtedy mnie dotknęła… Nigdy w życiu nic nie brzydziło mnie tak, jak jej dłoń na moim udzie. Chciałem ją odepchnąć, a wtedy powiedziała, że teraz nam wyjdzie, że będzie cudownie, tu, w kuchni, na podłodze… Że pragnie mnie. I że ja też jej pragnę, nie ciebie, ale jej, że zawsze widziałem ją w tobie, i dlatego tak dobrze się z tobą… pieprzę – zawiesił głos; nie wiedziałam, czy mam mu współczuć, czy wściec się… to było okropne!
- John, do celu… Jestem na skraju wytrzymałości.
- Wtedy zaczęła mnie całować, dotykać… Wyrwałem jej się. Powiedziałem jej, że jest chora, że brzydzę się jej, nienawidzę, i że to nie ty jesteś głupią smarkulą, a ona jest… popieprzoną dziwką. Tak na nią powiedziałem – John brzmiał, jakby nie dowierzał w to, co sam mówi – I nie mam wyrzutów sumienia. Próbowała do mnie podejść, ale powiedziałem jej jeszcze raz, że brzydzę się nią, i że…
- Powiedz. Proszę, powiedz, John.