- Coś ty narobiła! – John był
zdenerwowany i ledwo nad sobą panował.
- Ja!? Co ja mam z tym wspólnego?
- To TWOJA ciotka i TWOJA matka!
- Nie kazałam im tu przyjeżdżać!
- Ale musisz coś wymyślić! –
syknął – Albo pójdę stąd i tyle mnie zobaczysz! Za dobrze pamiętam, co obie o
mnie sądzą!
- John, ogarnij się! Jesteś
mężczyzną! – krzyknęłam, ciągnąc go za rękaw w kierunku domu – Nie bądź rozkapryszonym
dzieckiem!
- JA!?
- Dobrze, przepraszam. Przepraszam,
wiem co czujesz, ale będę przy tobie, czy kiedykolwiek cię zostawiłam? John,
nie dam im cię skrzywdzić, zrozum to!
- Mam po prostu dość obrażania
mnie. Nie pamiętasz, co…
- Pamiętam – przerwałam mu – Ale
to się nie powtórzy. Idziemy. Pamiętaj, że cię kocham.
Z drżeniem serc podeszliśmy pod
dom. Stanęliśmy pod oknem i chwilę słuchaliśmy ożywionej dyskusji. John patrzył
na mnie z przerażeniem.
- Ona z nim sypia, Josephine! –
wrzeszczała moja mama – TU, w MOIM domu!
- Tylko sypia? Kochanieńka,
przesadzasz! Taka piękna dziewczyna i nie może namówić chłopca do seksu… Muszę
z nią porozmawiać, to wstyd żeby tylko tu sypiał.
- Ty głupia, stara latawico!
- Ależ skarbie, to jednak moja
siostra, nie mów tak na nią – uspokajał sytuację ojciec – Poza tym Kate jest
dorosła i…
- Zamilcz! Jesteś taki sam jak
twoja puszczalska siostrzyczka!
- Ja jestem puszczalska? – ciotka
wybuchnęła głośnym śmiechem – A ty jesteś hipokrytką! Mój biedny braciszek,
gdyby pojechał ze mną w świat kilkadziesiąt lat temu, miałby na koncie
dziesiątki takich jak ty! Nie dość, że ograniczyłaś biednego Jeremy’ego, to
zabraniasz bawić się życiem swojemu dziecku!
- Josephine, może dość już tych
mądrości – tato czuł się chyba nieco skrępowany kłótnią dwóch najbliższych
sobie kobiet – Usiądźmy i poczekajmy, aż Kate z Johnem przyjdą. Może napijemy
się czegoś mocniejszego. Sharon?
- Daj mi wódki. O ile ten… John
wszystkiego nie wypił – warknęła mama.
- Dla mnie też, braciszku. A kim
jest ten tajemniczy John? Kiedy byłam u naszej Katie ostatnio, był tu taki
jeden, przygarbiony, nie za ładny, kędzierzawy, w brudnych ubraniach, ale tylko
tu pracował, choć Katie twierdziła że to coś ważnego i że zniweczyłam jej
wszystkie plany… Zaraz, on też miał na imię John!
Nie wytrzymałam dłużej. Mocno
ścisnęłam Johna za rękę i weszliśmy do domu, gdzie ciotka i mama właśnie
wychylały po kieliszku wódki.
- TO jest John, ciociu –
powiedziałam ostro – Ten sam, którego wtedy obraziłaś.