Nakryłam się kołdrą po sam nos i
w ogóle nie miałam ochoty stamtąd wychodzić. I nie musiałam, była niedziela, w
dodatku przez okno widziałam, że pogoda wcale nie zachęcała do wyjścia, było
wietrznie, mgliście i deszczowo. Gdybym tak mogła spędzić cały dzień z Johnem w
łóżku… Uwielbiałam te momenty, choć wiedziałam że to może wydawać się innym lekko
niezdrowe. Że ktoś mógłby powiedzieć, że nie mam poza Johnem żadnych zmartwień
ani zainteresowań, że osaczam go, odizolowuję od ludzi, że jestem przez to niedojrzała,
ale dopóki nam obojgu to odpowiadało, to byłam przeszczęśliwa. Co złego było w
tym, że uwielbialiśmy swoje towarzystwo i nie potrzebowaliśmy do szczęścia
niczego innego, oprócz siebie? Wiele razy pytałam Johna, czy nie chciałby się z
kimś spotkać, odwiedzić kogoś ze swojej dalszej rodziny, ale on zawsze wolał
zostać ze mną w domu. Może nie był jeszcze gotowy na to, by się z kimś
spotykać, i ja to szanowałam. A szczerze mówiąc, w sytuacji, gdy ja sama miałam
dwie prace, i wracałam do domu, nie marzyłam o niczym innym jak tylko o
odpoczynku z moim ukochanym; podobnie do sprawy podchodził John, który wracał
od Freemanów skonany po ciężkiej, brudnej robocie. Wspólna kąpiel, kolacja –
czegóż można więcej chcieć? Rozmarzyłam się, nabierając ogromnej ochoty na
zaciągnięcie Johna do wanny.
- Jestem z powrotem – John
wparował z hukiem do sypialni, rzucając się na łóżko – Tęskniłem za tobą.
- Przecież nie było cię ledwie
minutę!
- Ale jak pomyślałem, co skrywa
się pod tą kołdrą, to zacząłem tęsknić. Nic na to nie poradzę!
- Nie wygłupiaj się – popchnęłam
go lekko ze śmiechem – Powiedz lepiej, kto przyszedł. Jest niedziela, dziewiąta
rano, goście o tej porze to jakaś zbrodnia!
- Nie uwierzysz. To był William,
był dziś o świcie z dziadkiem na grzybach i przyniósł nam koszyk prawdziwków i
maślaków.
- Naprawdę? To miło z jego
strony! Nie zaprosiłeś go?
- Oszalałaś!? Mam na piętrze nagą
kobietę, najpiękniejszą w całej wsi, i miałem go zapraszać? Żarty sobie
stroisz! Po prostu podziękowałem uprzejmie, nawet się uśmiechnąłem, i poszedł
sobie. A my mamy cały dzień dla siebie… - John wsunął ręce pod kołdrę i zaczął
mnie dotykać wszędzie, gdzie tylko mógł – Ale chciałaś mi jeszcze coś
powiedzieć.
- John, może później…
- Dobra, widzę już że znowu coś
przeskrobałaś. Co narobiłaś? Mów od razu!