środa, 9 września 2015

"Czarny anioł", fanfik autorstwa Kate. Część dwudziesta ósma.

Richard Armitage jako sir Guy w serialu BBC "Robin Hood".
Screen Kate. 

Notka: Autorem tego opowiadania jest Kate, która publikuje swoje opowieści na Wattpad. Prace Kate znajdziecietutaj. Opowieść, "Czarny anioł" zainspirowana jest postacią Sir Guy'a Gisborne granego przez Richarda Armitage'a w serialu BBC " Robin Hood" i nie ma na celu naruszenia praw autorskich.


***

Poprzednia, dwudziesta siódma cześć tutaj


Książę Jan osobiście przybył do Locksley. Dowiedziawszy się o powrocie swego brata, niezwłocznie zebrał wszystkich swych wiernych żołnierzy i uciekł jak ostatni tchórz. Pragnął tylko jednego – zemsty na tych, którzy go zawiedli i zdradzili, którzy donieśli Ryszardowi o jego niecnych postępkach. Gisborne był jego pierwszą myślą – wszak po śmierci Vasey’a to jego, jako jednego z najbardziej zaufanych rycerzy, mianował szeryfem. Był przekonany, że nikt nie będzie mu tak oddany jak sir Guy, ale pomylił się bardzo. Już na początku panowania nowego szeryfa nie spodobało się księciu to, że ten wprowadził nowy styl zarządzania, że nie uciskał ludu, nie był taki, jakim go poznał. Chciał jednak dać Gisborne’owi szansę na poprawę i cierpliwie czekał, ale cierpliwość skończyła się, gdy doniesiono mu, że król powraca i wie o jego czynach.
Teraz książę Jan wygodnie siedział na środku Locksley na specjalnie przywiezionym przez siebie tronie i czekał na szeryfa. Gdy ujrzał go z daleka, uśmiechnął się szeroko.
- Mój drogi Gisborne! – krzyknął radośnie – Mój ulubiony rycerz!

- Witaj, o panie – Guy zeskoczył z konia i ukłonił się księciu – Czym zawdzięczam ogromny zaszczyt i wizytę w mych skromnych progach?
- Gisborne, synu, czy kochasz swego pana?
Guy przewrócił oczami. Znowu to samo…
- Czy darzysz mnie miłością, Gisborne? – powtórzył książę – Odpowiedz.
- Mój panie, wiesz dobrze.
- Odpowiadaj, kmiocie!!!
Jan zerwał się z tronu, a jego oczy pałały żądzą zemsty. Guy wiedział już, co jest grane. W duchu modlił się tylko, by śmierć była szybka i bezbolesna. By Anastazja nie płakała po nim długo.
- Jak mogę kochać zdrajcę? – odparł spokojnie – Jak mogę szanować taką kanalię?
- To TY jesteś zdrajcą, Gisborne! – wydarł się wściekły książę – Doniosłeś mojemu bratu o wszystkim!
- Nawet mu się nie pokłoniłem – zakpił Guy – I przed tobą też nie ugnę kolan. To ty i Vasey sprowadziliście mnie na drogę, na której dotąd byłem!
- Bezczelny zdrajca!
- Może i jestem zdrajcą, ale przynajmniej nigdy nie chciałem zabić własnego brata! I to w jak tchórzliwy sposób, rękoma kogoś innego! Masz choć odrobinę godności? Dlaczego sam nie pojechałeś do Ziemi Świętej i nie zadźgałeś Ryszarda własnoręcznie? Namieszałeś mi w głowie, ty i Vasey, tak że uwierzyłem we wszystkie zatrute słowa, które od was słyszałem!
- Dość tego! Ten nędznik nie będzie mnie obrażał, nieudacznicy! Pojmać go!
Guy rozłożył ramiona i pozwolił pojmać się żołnierzom księcia. Przywiązali go do wbitego na środku wsi pala, ale on bez cienia strachu wpatrywał się w twarz księcia.
- Co teraz ze mną zrobisz? – zapytał.
- Pomyślę – westchnął teatralnie Jan – Przetrzymam cię tu do zachodu słońca, a później zastanowię się, co dalej. Myślę jednak, że mógłbym cię jakoś wyjątkowo przywitać, wszakże to twoje Locksley.
Kiwnął dłonią na żołnierzy, którzy okrążyli Gisborne’a. Jeden z nich wylał na niego wiadro wody, a kolejny zaczął kopać go z całych sił. Gdy skończył, następny z żołnierzy uderzył go kilkakrotnie w twarz, a na koniec – przeciągnął nożem po jego policzku. Ponownie oblali go wodą i odstąpili od niego. Książę wydawał się być szczerze rozbawiony widowiskiem. Tymczasem z dworku wybiegła roztrzęsiona Isabella. Widziała przez okno, co wojsko księcia zrobiło z jej bratem. Jan uważnie zmierzył ją wzrokiem.
- To twoja małżonka, Gisborne? – zapytał.
- Siostra – Guy splunął krwią.
- Piękna! W sam raz dla mnie!
- Ma męża! – warknął szeryf – Tknij ją tylko…
- Co mi zrobisz? – książę roześmiał się w głos – Masz szczęście, że nie lubię mężatek. To niemoralne, a ja jestem człowiekiem głęboko religijnym. Gdzie mąż tej nieszczęsnej kobiety?
Guy spojrzał na Alana. Jan uśmiechnął się paskudnie i zmierzył obu wzrokiem. Podszedł do Isabelli, patrząc na nią z podziwem.
- Wybacz, pani, myślałem, że to twój parobek – zakpił – Nie wygląda na męża szlachcianki.
- Co chcesz zrobić mojemu bratu, panie? – zadrżała z obrzydzenia, patrząc na jego ohydny uśmiech.
- Jemu? Nic. Przecież Gisborne mnie kocha, prawda?
- Alan – syknął cicho Guy – Cokolwiek się ze mną nie stanie, Nastya ma być bezpieczna, rozumiesz?
Kiwnął głową. W myślach nerwowo obmyślał plan, jak wyciągnąć ich z tej sytuacji. Gdyby był tu Robin Hood… On zawsze miał głupie, straceńcze, ale działające pomysły. Uratowałby Guy’a choćby dlatego, by zgnębić księcia Jana. Ale banitów tu nie było, już dawno odeszli do innych lasów, a on był sam ze swą ukochaną żoną, patrząc na sponiewieranego Gisborne’a…
W Nottingham tymczasem nikt nie wiedział o przybyciu wojsk księcia. Guy nie chciał, by rozpowiadać o tym komukolwiek, nie chciał straszyć ludzi, myślał, że załatwi to w jakiś sposób sam. Dzień płynął spokojnie i tylko Anastazja była zdenerwowana, bojąc się o ukochanego.
Jan zajął się gnębieniem mieszkańców, czyli tym, co wychodziło mu najlepiej. Rozkazał zaryglować Isabellę i Alana w stajni przy dworku, by nie próbowali pomóc Guy’owi ani też informować nikogo o jego sytuacji. Sam Gisborne, obolały, siedział, przywiązany do pala i modlił się. To, co kiedyś nie przeszłoby mu przez gardło, tego dnia było całkiem naturalne. Modlił się nie o swoje życie, a o to, by jego ukochana i syn nie cierpieli, by nie płakali po nim, a przede wszystkim – by nikt nie wyrządził im krzywdy. Bał się, że książę Jan dowie się o jego rodzinie i, chcąc zadać mu ból, zacznie mścić się właśnie na nich. Zrezygnowany czekał na to, co przyniesie koniec dnia. W końcu o zachodzie słońca książę Jan zasiadł na tronie przed skrępowanym Guy’em i z lubością patrzył, jak jeden z jego żołnierzy ponownie oblewa go wodą i kopie. W szeryfie wzbierała wściekłość. Jak mógł dać się tak poniżyć!? To okropne! Zawziął się i wierzgnął nogą, podcinając rozwścieczonego żołnierza, który z hukiem padł na ziemię. Książę poderwał się i… zamarł. Na horyzoncie zauważył wojska swego brata. To król Ryszard podążał jego śladem i odnalazł go wreszcie.
- Gdzie mój koń? – darł się nerwowo Jan – Zbierajcie się, ciamajdy!
- Tuś mi, bracie! – huknął król – Za długo już ukrywałeś się i uciekałeś, tchórzu! Pojmać go i całe jego wojsko!
Świta króla przyspieszyła i bez problemu rozgromiła popleczników Jana, który jeszcze usiłował uciekać o własnych nogach, ale król osobiście dogonił go na swym wierzchowcu i powalił na ziemię. Zeskoczył z konia i popatrzył na niego z obrzydzeniem.
- Dlaczego, Janie? – zapytał – Czy nie dość władzy ci dałem? Nie obdarzyłem cię wielkim zaufaniem?
- Bracie… Braciszku! – jęczał książę – Nareszcie wróciłeś! Ta gnida Gisborne…
- Dość! Znam całą prawdę o tym młodzieńcu i o tym, jak mąciłeś mu w głowie wraz z jego poprzednikiem! Związać tego tchórza!
Król osobiście oswobodził Guy’a i kazał uwolnić uwięzionych w dworku Alana i Isabellę. Natychmiast dopadła do swego brata i zaczęła obmywać go z kurzu i krwi, opatrywać otrzymane rany. Guy jednak czuł się nadspodziewanie dobrze, chciał od razu pędzić do Nottingham, by przytulić swą narzeczoną i syna. Bał się o nich, po raz pierwszy w życiu bał się o kogokolwiek tak mocno…
- Doszły mnie już słuchy, że żenisz się – powiedział król, gdy jego żołnierze związywali Jana – Czyżby tajemnicza Rusinka powróciła do ciebie?
- Tak, panie – odparł Gisborne – Powróciła i dała mi syna. Dziękuję Bogu, że żyję, że nie zabiłeś mnie wtedy… Prawdę mówiąc Anastazja przybyła do Nottingham bo słyszała o twoim powrocie i bała się o moje życie. Wiedziała, co może mnie czekać.
- Jak widzisz, nie ja byłem dla ciebie zagrożeniem, sir Guy.
- Skąd wiedziałeś, wasza wysokość, że książę będzie tu?
- Nie wiedziałem. Uciekł jak ostatni tchórz, gdy dowiedział się że jestem blisko. Goniłem go tak długo, aż mi się udało. Teraz mój brat będzie gnił w lochu przez długie lata… No ale to nieważne. Mam nadzieję, że uczynisz mi ten honor i zaprosisz mnie na wesele?
- Wasza królewska mość! – Guy padł na kolana – To byłby dla mnie zaszczyt tak wielki, jakiego nie dostąpiłem jeszcze nigdy w życiu!
- Wstań, synu. Moja matka jest w drodze, kiedy dotarła do niej wieść o twoim ożenku, nawet nie chciała słyszeć o pozostaniu w zamku. Jutro w południe powinna być w Nottingham.
- Nie wiem, jak odwdzięczę się za ten niespotykany honor…
- Ja wiem – roześmiał się Ryszard – Umieść mojego brata na kilka dni w swoim najgorszym lochu.
- Z przyjemnością, wasza wysokość.
- Ja pomieszkam sobie kilka dni w Nottingham, jeśli nie masz nic przeciwko, a po twoim ślubie powrócę z matką do domu.
- Zapraszam więc, panie, w me skromne progi.
Był już zmierzch, kiedy dotarli do Nottingham. Guy nakazał przygotowanie najlepszej komnaty dla króla – i zarazem najgorszego lochu dla księcia. Gdy w końcu pożegnał monarchę, któremu służba zanosiła obfitą kolację, poszedł do swojej ukochanej. Zajrzał do niej po cichu i poczuł ogromną ulgę. Spali oboje. Podszedł do łoża i usiadł na chwilę. Odetchnął głęboko.
- Już wszystko za nami – szepnął, gładząc Anastazję po policzku – Nic złego nas już nie spotka. Tylko proszę, zlituj się, nie chcę dłużej odbywać tej dotkliwej kary…
Słyszała jego słowa. Z trudem powstrzymała się od reakcji, ale udawała, że nadal śpi. Nagle poczuła jego ciepłe usta na swoich. Guy wstał i poszedł do swojej komnaty. Anastazja poderwała się. Nie chciała już nigdy więcej spędzać żadnej nocy bez niego. Rozkazała strażnikowi przyprowadzić Susan, która przybiegła niezwłocznie.
- Coś się stało, pani? Przestraszyłam się…
- Susan, muszę wyjść. Zostań, proszę, z Michaiłem.
- Oczywiście, pani.
- Ufam ci – zastrzegła Rusinka – Zostawiam ci moje dziecko pod opieką. Po prostu połóż się obok niego i śpij. Prawdopodobnie wrócę tu… dopiero rano.
- Co robić, jeśli sir Michaił będzie płakał?
- Spróbuj ukołysać go, zaśpiewać coś… Jeśli nie będzie to pomagało, znajdziesz mnie w komnacie szeryfa.
- Oczywiście, pani – uśmiechnęła się służka – Cieszę się, że… Że ty, pani, i sir Guy… Wybacz, nie powinnam.
- Nie masz za co przepraszać. Pamiętaj, że jeszcze niedawno i ja byłam służącą na tym zamku. Nie musisz mnie traktować jak… królowej. Proszę, nie przejmuj się. Możesz ze mną rozmawiać otwarcie. A teraz zostań, proszę, z Michaiłem. Dobrej nocy.
Ucałowała syna i wyszła, podekscytowana. Zupełnie nie wiedziała, czego się spodziewać. Po samej sobie i po Guy’u. A jeśli coś pójdzie nie tak? Jeśli on nie będzie już miał ochoty, albo ona stchórzy? Nie, to niemożliwe. Była już tak zdeterminowana i stęskniona, że nie było mowy o ucieczce. Droga do jego komnaty zdawała się nie mieć końca, a strażnicy przyglądali jej się z zaciekawieniem. Bez słowa jednak minęła ich i otworzyła wrota.
Guy siedział na swym łożu, skrywając twarz w dłoniach. Był wyczerpany po wszystkich przejściach tego dnia. Anastazja wstrzymała oddech, widząc jego poranione, pełne zadrapań dłonie. Jego obnażony tors również pokryty był sińcami i ranami. Przeraziła się nie na żarty i podeszła do niego, klękając u jego stóp. Złapała jego dłonie i przycisnęła do nich swe usta, a Gisborne patrzył na nią ze zdumieniem. Nie spodziewał się jej tutaj… A jednak była przy nim. Nie rozumiał, co się dzieje.
- Anastazjo…
- Co się stało? – zapytała nerwowo – Kto ci to zrobił?
- To nieważne. Dlaczego przyszłaś?
- Guy, kto cię tak potraktował!? Muszę wiedzieć!
- To nic takiego, kochanie. Książę Jan uznał, że musi się zemścić – odparł szeryf – Ale w porę przyjechał król, uratował mnie i… śpi teraz dwie komnaty dalej.
- Nie obchodzi mnie król! Co ten łotr ci zrobił… Nie było cię cały dzień!
- Jan przywiązał mnie do pala na samym środku Locksley i czerpał niewypowiedzianą rozkosz z tego, jak jego półgłówki mnie biją – uśmiechnął się ponuro Guy – Nie martw się, robili sobie przerwy. Nie kopali mnie cały dzień.
- Chryste, co za bezduszna kanalia…!
- Sam kiedyś taki byłem. Teraz przynajmniej wiem, jak to jest. Nigdy więcej.
- Gdzie on teraz jest?
- W najgłębszym lochu, skarbie. Król zajmie się nim po… po naszym ślubie – dokończył niepewnie – O ile się na niego zgodzisz.
- Jestem przeznaczona szeryfowi, mój ojciec oddał ci mnie, cóż mogę zrobić?
- Więc… nie chcesz? Naprawdę wyjdziesz za mnie tylko z przymusu?
- Guy! Kocham cię – odparła, przysuwając się jeszcze bliżej niego – Nie zniosę już ani chwili z daleka od ciebie. Moje zachowanie było kompletnie głupie i krzywdzące. Przepraszam.
- Powtórz to…
Wpatrywał się w nią z niedowierzaniem. Chciał uwierzyć w to, co usłyszał, ale bał się, że to złudzenie. Że Anastazja zaraz zniknie.
- Kocham cię, Guy – powiedziała ponownie, dotykając jego szorstkich policzków – Nie mogę wytrzymać bez ciebie, nie umiem tu żyć, będąc tak daleko. Nie powinnam była spędzać ani jednej nocy bez ciebie… Wybacz, że tak cię potraktowałam.
- Moja Nastenko… Skrzywdziłem cię tak mocno, że dziwię się, że możesz na mnie patrzeć. A ty mnie przepraszasz… To ja błagam cię o wybaczenie.
- Byłeś pogubiony. Zawsze byłeś…
- Ale nie miałem prawa cię tak traktować. Byłem po prostu ślepy, a nie pogubiony. Ja…
- Guy, to już nieważne – uśmiechnęła się do niego – Wiem, że już wtedy mnie kochałeś. Gdybyś nic do mnie nie czuł, nie targałyby tobą wątpliwości. Pamiętasz? Raz prawie mi to wyznałeś. Byłeś blisko tego, żeby mi to powiedzieć…
- Gdybym wtedy nie był tak głupi… Ale teraz będę codziennie powtarzał ci, jak mocno cię kocham. Ciebie i nasze dzieciątko… Nikt mnie nigdy tak nie uszczęśliwił, jak wy. A właśnie, gdzie jest Michaił?
- Susan z nim została. Pomyślałam, że nie musi słuchać, jak jego rodzice kłócą się i krzyczą na siebie.
- Przyszłaś tu, by się kłócić? – dotknął palcem jej podbródka – Robisz to notorycznie od kilku dni, jeszcze ci mało?
- Ciebie mi mało – podniosła się i usiadła na jego kolanach – Przepraszam za to, że tak się stawiałam. Że krzyczałam, oskarżałam cię o romanse ze służbą…
- Nie tknąłem żadnej. Był moment, że chciałem to zrobić, pojechałem do Annie – Guy zwiesił głowę i ściszył głos – Ale przestraszyłem się tego, co robię. Że skrzywdzę ją, siebie i ciebie. Nie chciałem być znowu winnym wszystkiego. Zdradziłbym cię, mimo tego, że nie byłaś ze mną. Sam siebie zepchnąłbym do piekła.
- Guy, kochany… I ja nie potrafiłabym cię zdradzić – odparła drżącym głosem – Boże, jakie to szczęście że udało mi się wtedy uciec…
- Kochanie! Jak możesz w ogóle myśleć o tym w taki sposób!? Ten łotr próbował cię zgwałcić, a ty obwiniasz siebie?
- Przecież… wszyscy mówią, że to wina kobiety – szepnęła niepewnie – Gdyby do… tego doszło, byłabym tak samo winna, jak i on.
- Boże, Anastazjo, co za brednie! Nigdy więcej tak nie mów! To wina tylko i wyłącznie tego bydlaka, który śmiał cię dotknąć! Jaką miałaś winę? To, że wyrzuciłem cię za bramę miasta i zostałaś sama sobie, było twoją winą?
- Nie wiem, Guy, tak mówią… że to zdrada, że…
- Nie chcę tego nigdy słyszeć. Nie wiem, gdzie to usłyszałaś, ale to okropne. Jak ludzie mogą w to wierzyć i powtarzać takie rzeczy!? Nastenko, zrozum, że to nie mogłaby być twoja wina. To on chciał cię skrzywdzić.
- Tam, w Leicester, gdzie mieszkałam, słyszałam rozmowę na targu. Mówili o zgwałconej dziewczynie, że to jej wina, że gdyby nie szła wtedy akurat tą drogą, do niczego by nie doszło, że sama kusiła los. Jej winą było to, że jest kobietą.
- Anastazjo, wystarczy – zakrył jej usta dłonią – Jesteś mądra i nie powinnaś wierzyć w takie chore wymysły.
- Nie chciałam wierzyć, ale słyszałam to wiele razy… Kiedyś u lady Courtenay gościło kilku lordów. Rozmawiali o tym z takim obrzydzeniem… Pomyślałam, że każdy mężczyzna tak uważa. Że i ty uważałbyś to za zdradę i moją winę. Dlatego też bałam się mówić ci o tym.
- Zatruli ci umysł tymi bzdurami… Uwierz, że gdyby… tamten skrzywdził cię w tak ohydny sposób, nawet ty byś mnie nie powstrzymała. Zginąłby od razu, najpierw jednak tak bym go torturował, że błagałby o szybką śmierć. A ciebie kochałbym i czcił na kolanach. Starałbym się, żebyś jak najprędzej zapomniała. Nigdy nie pomyślałbym nawet, że mogłoby to być twoją winą. Proszę, nie mówmy już o tym. Zapomnij, kochanie, jesteś już ze mną. Przysięgam, że nigdy cię nie skrzywdzę i nie pozwolę, by ktokolwiek to zrobił.
Patrzyła w jego oczy i wiedziała, że mówi najszczerszą prawdę. Przepadła. Po raz kolejny uległa magii jego spojrzenia i ponownie zakochała się w tym człowieku. Tym razem jednak miała świadomość, że i on kocha ją do szaleństwa. Nareszcie miała go znowu dla siebie… Wrócił nie tylko dawny Guy – wrócił do niej odmieniony, lepszy, kochający, odpowiedzialny za nią i ich dziecko. Czuła się przy nim jak królowa, wiedziała, że gdyby zaszła potrzeba, przeniósłby ją na rękach przez wszystkie trudności, mógłby iść za nią na kolanach. Tak bardzo ją teraz kochał – mocno i przede wszystkim świadomie. Czas rozłąki zmienił go na lepsze, ale nie znaczyło to, że kochała go bardziej. Ich miłość dojrzała i była inna, niż kilkanaście miesięcy wcześniej.
Guy nie miał dość patrzenia w twarz swej ukochanej. Była lekko niepewna i przestraszona, ale im dłużej na nią patrzył, tym bardziej rozpromieniała się. Chyba w końcu mu uwierzyła… Jak mogła się obwiniać? To niedorzeczne, ale ludzie tak właśnie mówili. Kładli młodym dziewczętom do głów takie bzdury, a one potem wierzyły w to i zadręczały się, jeśli do czegoś nie daj Boże doszło. Anastazja jednak uspokoiła się i nie chciał już do tego wracać. Sięgnął dłonią na jej plecy i chwycił jej długi warkocz, który powoli rozplótł, delektując się tą chwilą. Poczuł się jak dawniej. Znowu była tylko jego…
- Możesz mi jeszcze zaufać, Nastenko? – zapytał poważnie – Potrafisz kochać mnie tak, jak wtedy?
- Guy… Kocham cię stokroć mocniej – przylgnęła do niego – Poza tym udowodniłeś mi, jak bardzo mnie kochasz i że mogę ci ufać. Że nigdy mnie nie skrzywdzisz, ani naszego syna.
- Nie mógłbym…
- Wiem, kochany. Wiem…
Spojrzała mu w oczy i sprawiła, że jego twarz rozjaśniła się pięknym uśmiechem. Odwzajemniła się tym samym i powoli nachyliła się ku jego ustom. Zawahała się przez moment, a Guy nie naciskał. Cierpliwie czekał, lekko podtrzymując jej talię. Jej twarz była tak blisko… Niemal stykali się już ustami. Czuł ją tak mocno, intensywnie, tak, jak kiedyś. W końcu przełamała się i musnęła jego wargi, drżąc z emocji. Guy był bardzo zniecierpliwiony, ale czekał. Chciał, by to była jej inicjatywa i by to ona uczyniła pierwszy krok. Nie musiał długo czekać. Była tak stęskniona, że kiedy zaczęła go całować, zdawała się być nienasycona. Pieściła jego wargi z każdą chwilą coraz goręcej, nie mogąc się nimi nasycić. Tyle czekała… Tak długo tęskniła za jego dotykiem, zapachem, głosem, spojrzeniem… Guy postanowił jednak sprawdzić ukochaną. Odsunął ją nieco i usiłował zachować poważny wyraz twarzy.
- Nastenko, może nie powinniśmy – powiedział – Może chcesz zaczekać do ślubu…
- Guy, nie bądź hipokrytą – ponownie pocałowała go namiętnie – Jestem nadal twoją nałożnicą, czy tego chcesz, czy nie. Wyrzuciłeś mnie z zamku, ale nie zwolniłeś ze służby.
- Taka jesteś sprytna…
- Dbam o własny… interes.
- A jeśli powiem ci, że będąc narzeczoną szeryfa nie możesz być jednocześnie jego nałożnicą? Bo to wbrew jakimkolwiek zasadom?
- A jestem twoją narzeczoną? – spojrzała na niego z ukosa – Nie oświadczyłeś mi się. Po prostu oznajmiłeś, że żenisz się ze mną w niedzielę.
- Anastazjo! – krzyknął Guy, przewracając ją tak, że leżała pod nim na łożu – Nie próbuj mnie w taki sposób!
- Znowu wychodzi z ciebie ten podły, cyniczny drań… Dlaczego ty możesz robić ze mną wszystko, a mnie nie wolno nic?
- Moje słońce… Ty nawet nie masz pojęcia, jak wielką władzę nade mną masz – spojrzenie Guy’a złagodniało – Jak przestawiasz mnie z kąta w kąt jednym spojrzeniem, jak jednym gestem zmieniasz wszystkie moje twarde postanowienia… Nie mogę ci tylko tego, do diabła, okazywać, bo mi się rozbestwisz!
- Zdecyduj się, Guy. Albo w tę, albo w tę stronę. Nie będziesz mnie traktował tak, jak kiedyś.
- Obiecaj, że ty też.
- Co masz na myśli?
- Nie masz kulić się w kącie, być uległa, traktować mnie jak Boga, bo to ja jestem twoim sługą, moja… moja piękna różo ze Wschodu.
Poczuła dreszcz ekscytacji. Znowu nazwał ją piękną różą ze Wschodu… Blask w jego oczach, gdy wypowiadał te słowa, lśnił tak mocno, że niemal oślepiał ją. Zamknęła oczy i pragnęła słyszeć te słowa cały czas… Guy nachylił się i całował jej usta czule i subtelnie.
- Czy zostaniesz moją żoną? Zechcesz być panią Nottingham, Anastazjo? – szeptał pomiędzy kolejnymi pocałunkami.
- Tak, panie – odparła cicho – Wszystko, czego zapragniesz…
Spragnieni, niecierpliwi – w końcu los wynagrodził im miesiące rozłąki. Nagrodą za czas bólu i samotności była ta wyczekana, niesamowita noc, podczas której ponownie poznawali swoje ciała na nowo, a właściwie przypominali sobie tak dobrze znane sobie miejsca. Wystarczyła chwila, by odnaleźli wspólny rytm i zgrali swe ciała w jedność. Było już tak, jak kiedyś… Nie mogli nacieszyć się odnalezionym na nowo szczęściem. Leżeli przytuleni, wsłuchani w miarowe bicie swoich serc… Dlaczego dopiero teraz się odnaleźli? Dlaczego los odebrał im tyle miesięcy…
- Kocham cię, Nastenko – Guy pocałował ją w czoło – Moje szczęście, moja różo, moje słońce i księżycu, gwiazdo… Mój skowronku, moja słodyczy, moje życie, moje kochanie, moja jedyna przyjaciółko, powiernico, moja piękności, moja mądrości, moja żono… Będę codziennie powtarzał ci to przed snem i o brzasku.
- Guy, ja… nie potrafię odpowiedzieć, to zbyt piękne, co mówisz…
- Nie musisz mówić. Wystarczy, że jesteś i zaszczycasz mnie spojrzeniem.
- Przestań!
- Nigdy nie przestanę, kochanie. Byłem ślepy i odzyskałem wzrok.
- Guy… - Rusinka wsparła się na łokciu i z zaciekawieniem patrzyła na szeryfa – Powiedz mi… Co takiego zrobiła? Wybacz, że o to pytam, ale…
- Spokojnie. Nie boli mnie to wcale. Co zrobiła? Dokładnie to, przed czym mnie przestrzegałaś. Możesz teraz powiedzieć „a nie mówiłam?” – uśmiechnął się lekko.
- Nie powiem. Dość już wycierpiałeś.
- Nie przez nią – odparł poważnie – W ogóle nie dotknęła mnie jej zdrada. Zacząłem cierpieć dopiero, kiedy uświadomiłem sobie, że z własnej głupoty straciłem największą miłość mojego życia.
- Masz mnie z powrotem. Nigdzie się nie wybieram.
- A ja bym ci na to nie pozwolił. Wreszcie mam rodzinę… W końcu coś w życiu zaczyna mi się układać.
- Zasługujesz na to jak nikt inny, Guy. Jesteś moim aniołem.
- Ja aniołem – westchnął – Znasz mnie. Mam czarną jak smoła duszę.
- Miałeś. Ale jeśli tak wolisz, możesz być moim czarnym aniołem, grzesznym i podatnym na pokusy…
- To brzmi… kusząco – Guy uśmiechnął się ironicznie – Jak więc zamierzasz mnie kusić?
- Myślę, że specjalnie nie muszę się starać…
- Zamiast się starać, spróbuj zasnąć. Musisz być wypoczęta i świeża, bo rano zamierzam przedstawić cię jego królewskiej mości.
- Guy, ale… Jak to? – Anastazja przestraszyła się – Gdzież ja przed oblicze króla!
- Uwierz, że tylko ciebie mógłbym mu przedstawić. Tylko ty jesteś godna stanąć jako pani Nottingham przed królem Ryszardem. A poza tym to całkiem porządny człowiek, jego matka to szalona starsza pani. Przyjedzie tu na nasz ślub.
- Boże, jak ja się pokażę…!
- Spokojnie. Nawet, gdyby zobaczyli cię teraz, taką… sponiewieraną i w nieładzie, byliby olśnieni. Ja jestem niezmiennie olśniony, moja wschodnia różo…
Przytulił ją mocno i zasnęli, spędzając pierwszą od wielu miesięcy naprawdę spokojną noc.
***
Król od rana krążył po głównej sali, oczekując na przybycie szeryfa i jego narzeczonej. Towarzyszyli mu Alan i Isabella, zabawiając monarchę rozmową. W końcu służące wniosły posiłek na stół.
- Gdzie Gisborne? – zniecierpliwił się Ryszard – Nie potrafi uszanować nawet majestatu królewskiego! To nicpoń!
- Wybacz, wasza wysokość – Isabella skłoniła głowę – Mojego brata na pewno zatrzymały ważne sprawy. Przepraszam w jego imieniu.
- Moja droga, żartuję! – król wybuchnął tubalnym śmiechem – Cóż może być ważniejszego dla prawdziwego mężczyzny od zajęcia się swoją rodziną o poranku?
Guy tymczasem niespiesznie ubierał się, czujnie obserwowany przez swą ukochaną. Sprawiało jej niewymowną przyjemność obserwowanie narzeczonego w tak prozaicznej czynności. Nie mogła uwierzyć, że znowu jest tak cudownie, a zarazem… normalnie. Tak, jak już dawno powinno być.
- Nie ubierasz się? – zapytał, rzucając jej przenikliwe spojrzenie.
- W co? Mam pokazać się królowi w tym, w czym chodziłam wczoraj?
- W ogóle nie musisz się ubierać.
- Tak też właśnie pomyślałam – odrzuciła pled i podeszła do zdumionego Guy’a – Mam tylko nadzieję, że król nie będzie zniesmaczony…
- Posuwasz się za daleko – zamruczał, lekko przygryzając jej wargę – Nie możesz wyglądać lepiej od monarchy. Dlatego zasłoń to boskie ciało czymkolwiek.
- Pochlebca! Ale nie zamierzam pokazywać się jego królewskiej mości w… czymkolwiek!
- Mam coś odpowiedniego.
Otworzył skrzynię i wyjął z niej czerwoną suknię. Tę samą, która oczarowała go już dawno temu, w której Anastazja wyglądała jak królowa… Nie wierzyła, że ją widzi. Że Guy przechowywał ją przez tyle czasu…
- Pamiętasz? – zapytał – Zakładałaś ją specjalnie dla mnie…
- Nadal ją masz?
- To była jedyna pamiątka, jaką miałem. Co wieczór przypominałem sobie ciebie w niej, to jak szłaś powoli, a ja pochłaniałem cię wzrokiem w tej czerwieni… Teraz znowu będziesz ubierać ją tylko dla mnie, kochanie.
- To nie do końca tak – uśmiechnęła się ironicznie Anastazja – Wiesz, kto podarował mi tę suknię?
- Kto? Joan?
- Z pełną premedytacją dał mi ją Vasey.
- Va… Co!? – Guy cofnął się – Jak to: Vasey!? Co ty z nim miałaś wspólnego!?
- Dał mi ją, żebym prezentowała się lepiej, niż Marian. Próbował zmusić mnie groźbami, żebym odciągnęła cię od niej. Kazał… - wzdrygnęła się na samo wspomnienie – …rozkładać nogi tak szeroko, by cię między nimi zakleszczyć. Mówił, że jeśli nie uda mi się sprawić, że odwołasz ślub, to… skończę na kolanach w jego komnacie.
Spuściła wzrok. Sama nie wiedziała, dlaczego mu to wyznała. Ale sprawa z Vasey’em ciążyła jej na duszy, czuła, że musi powiedzieć Guy’owi o wszystkim. Suknia w tym wszystkim była najmniej istotna.
- Nastya… Czy to znaczy, że ty…
- Nie, Guy. Wiem, co pomyślałeś, że byłam z tobą tylko dlatego… Nie. Nie bałam się go. Powiedziałam mu prosto w twarz, że owszem, będę cię odwodzić od ślubu, ale robię to tylko dla siebie samej i dla ciebie. Jemu było wszystko jedno, jakie są moje powody, cieszył się że działam po jego myśli. Nie obchodziło go, że ja naprawdę cię kochałam. A ja starałam się nie myśleć, że mimowolnie działam z nim w zmowie. Próbowałam odsunąć od ciebie Marian jeszcze zanim Vasey się wtrącił.
- Czyli spiskowałaś z samym diabłem, żeby mnie uratować… - mruknął Gisborne.
- Nie spiskowałam. To, że mieliśmy wspólny cel, wcale nie znaczy, że z nim współpracowałam. Jedno muszę o nim powiedzieć. To wcielony diabeł i skończona kanalia, ale w pokręcony sposób dbał o ciebie. Chociaż nie chciałabym, żeby ktokolwiek dbał o ciebie znowu w taki sposób. Teraz tylko ja będę o ciebie dbała. Nikomu innemu nie pozwolę.
- Nastenko. Powinienem rozgniewać się, bo żyłem w kłamstwie. Byłem święcie przekonany, że ta suknia była specjalnie dla mnie…
- I była – przerwała mu Rusinka – Od Vasey’a, ale dla ciebie.
- Ty podła manipulantko – uśmiechnął się Guy, przyciągając ją do siebie – Podobasz mi się coraz bardziej… Jakie jeszcze sekrety skrywasz przede mną?
- Żadnych. Znasz mnie na wylot, to była ostatnia rzecz, jakiej nie zdążyłam ci przedtem powiedzieć.
- A rok u lady Courtenay?
- Nie teraz, Guy – pocałowała go czule w usta – Opowiem ci wieczorem. To długa i niekoniecznie przyjemna historia.
- Dobrze, skarbie. Teraz ubierz tę czerwoną szmatkę od mojego ulubieńca i idziemy do króla. To nieładnie spóźniać się na śniadanie z monarchą.
Po chwili kroczyli już korytarzami zamku. Gisborne dumnie wziął swą narzeczoną pod ramię, był tak szczęśliwy, że po raz pierwszy może ją pokazać oficjalnie i nie ukrywać się ze swoim uczuciem do niej. Otworzył wrota do sali, gdzie już oczekiwał ich król, i kłaniając się ukochanej z szacunkiem, przepuścił ją przodem. Ryszard wyprostował się na fotelu, obserwując uważnie wchodzącą na salę parę. Gisborne nie kłamał – jego wybranka serca była przecudnej urody niewiastą, olśniewającą samym swym spojrzeniem. Podeszła do króla i ukłoniła się.
- To zaszczyt poznać cię, wasza królewska mość – powiedziała pewnym głosem, racząc go swym pięknym uśmiechem – Mam nadzieję, że niczego ci nie brakuje i podoba ci się na naszym zamku, panie. Jeśli będziesz czegoś potrzebował, wasza wysokość, wezwij mnie niezwłocznie.
- Miło mi cię w końcu poznać, lady Anastazjo – odparł Ryszard – Szeryf ma wielkie szczęście, mając u swego boku tak piękną i mądrą towarzyszkę. Dziękuję za troskę, niczego mi nie brakuje. Lady Isabella zabawiała mnie właśnie rozmową w oczekiwaniu na was.
- Wybacz, panie, że musiałeś czekać.
- Nie tłumacz się, Gisborne! Piękna kobieta wymaga uwagi – roześmiał się król – Gdzie wasz syn?
- Jeszcze śpi.
- W takim razie chyba możemy zacząć śniadanie?
Isabella skorzystała z chwili zamieszania i wyściskała Anastazję.
- Nareszcie cię widzę! – szepnęła radośnie – Widzę, że zdążyliście się pogodzić!
- Na szczęście tak. Słyszałam, że wzięliście ślub, gratuluję!
- Mamy chyba sporo do omówienia. Po śniadaniu muszę koniecznie poznać mojego bratanka!
Król był szczerze zauroczony zarówno siostrą, jak i narzeczoną Gisborne’a. Po posiłku zdecydował jednak pojechać konno z Alanem i Guy’em do pobliskich wiosek. W tym czasie kobiety w końcu miały okazję by porozmawiać po długim czasie nie widzenia się. Isabella namówiła Anastazję, by zaczęła uczestniczyć w ostatnich przygotowaniach do ślubu – wszak miał się odbyć za dwa dni. A nazajutrz miała pojawić się w Nottingham królowa…
***
Ślub był najpiękniejszym wydarzeniem Nottingham od wielu lat. Miasto nigdy nie było tak radosne, jak tego dnia. Po latach uciskania za rządów szeryfa Vasey’a w końcu pojawiła się normalność. Tłumy z zachwytem obserwowały króla i jego matkę, którzy zapewniali o wsparciu dla Nottingham i szczególnym spojrzeniu na to miasto. Królowa obiecała, że niedługo znowu odwiedzi te strony, gdyż stały się jej niebywale bliskie. Lud z wdzięcznością chłonął te łaskawe słowa i gdy król z matką dzień po weselu wyjeżdżali z Nottingham, żegnani byli głośnymi wiwatami.
Wesele było huczne. Wszyscy bawili się i nikomu niczego nie brakowało. Szeryf z ogromnej radości postanowił rozdać ludziom złoto. Z każdym dniem zyskiwał coraz większy szacunek i miłość ludu, co bardzo go cieszyło – nigdy więcej nie chciał być już takim, jakim był kiedyś. Ale to mu nie groziło. Była przy nim jego ukochana kobieta…
Wymknęli się z wesela dość wcześnie. Guy wziął swego syna w ramiona i wraz ze świeżo poślubioną żoną udali się do swej komnaty. Nie mógł uwierzyć w to, co się działo… W końcu połączyli się przed Bogiem i stali się małżeństwem. Guy z rozczuleniem patrzył, jak jego żona karmi ich synka. Położył się obok i trzymał Michaiła za rączkę.
- Ja chyba śnię – szepnął, rozmarzony – Nigdy się tak nie czułem…
- Ja też – odparła Rusinka – To najpiękniejszy dzień, jaki przeżyłam. Jestem tu z tobą i naszym synem… Guy, powiedz, że to nie jest sen.
- Nie. Tak już będzie zawsze. Popatrz, mały Gisborne zasnął.
- Rzeczywiście – Anastazja pogłaskała go po główce i odstawiła go od piersi – Co teraz?
- Podaj mi go.
Ostrożnie odebrał syna od swej żony i wezwał Susan, która czekała już na korytarzu.
- Zajmij się Michaiłem, proszę – uśmiechnął się ciepło do służącej – Tobie jednej ufamy.
- To zaszczyt, panie, opiekować się sir Michaiłem. Dziękuję za zaufanie.
Dygnęła, tuląc w ramionach dziecko, i wyszła. Guy dokładnie zamknął wrota i gwałtownie obrócił się w stronę łoża, na którym siedziała jego ukochana.
- Moja żono – powiedział, a jego oczy rozbłysły ciepłym blaskiem – Moja żono…
- Mój mężu – odparła Anastazja – Mój ukochany…
Zerwała się z łoża i padła mu w ramiona. Nie wierzyła w to, co się dzieje. Guy spokojnie sięgnął do jej włosów, upiętych w misterny kok, i już po chwili spływały łagodnymi falami po jej szyi. Była niebiańsko piękna…
- Dziękuję ci za wszystko – powiedział poważnym głosem – Zaprowadziłaś mnie do światła. Nigdy nie przestanę być wdzięczny za twoją obecność. Za twoją miłość. Za syna, którym mnie obdarowałaś. Zmieniłaś moje życie, Anastazjo…
- Bóg mi świadkiem, że nic mnie tak nigdy nie uszczęśliwiło jak te słowa. Zrobiłabym tysiąckroć więcej, by cię uszczęśliwić, Guy.
- Dość już zrobiłaś. Teraz moja kolej. Zacznę dość… banalnie – wziął ją na ręce i położył na łożu – Ale jako pani Nottingham musisz zapoznać się z pewnymi… zasadami tu obowiązującymi.
- Chętnie je poznam – odparła cicho – Jaka jest główna zasada?
- Znasz ją doskonale. Kochać mnie i należeć tylko do mnie.
- W takim razie i ty, panie, jako szeryf musisz stosować się do tej zasady. Jako pani Nottingham nie zamierzam się tobą z nikim dzielić. Żadnych nałożnic, bo poznasz mój gniew…
- Pani, choćbym miał czołgać się za tobą całe życie, nigdy nie spojrzę na inne! Lady Anastazjo Gisborne, TY jesteś wszystkim, czego kiedykolwiek potrzebowałem.
Patrzył na nią z miłością. Jego oczy nigdy nie kłamały. Złożyła delikatny pocałunek na jego ustach.
- Guy, mój ukochany, mój panie, mój aniele…
- Moja piękna, wschodnia różo. Największy prezencie z nieba. Nie ma mnie bez ciebie. Kocham cię do szaleństwa…

KONIEC


18 komentarzy:

  1. Boskie zakończenie ^^ żyli długo i szczęśliwie i było im...Gisborne'owo ;D Kate jakoś nie dociera do mnie, że to już koniec ;) jejku te 28 tygodni szybko przeleciało. Zrób sobie zasłużoną przerwę, a potem uracz nas koleknym fanfikiem ;D Buzaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moemi, bardzo Ci dziękuję za wytrwałe czytanie :) I cieszę się, że koniec przypadł Ci do gustu. 28 tygodni to i tak strasznie dużo, dziwię się że wyszło mi aż tyle - w założeniu nie miało być aż tyle. Co do przerwy, owszem, robię sobie przerwę od wszystkiego, ale szczerze powiem, że nie wiem, czy można liczyć na kolejny fanfik. Mimo wszystko jeszcze raz dziękuję :)

      Usuń
  2. Kate, dołączam do podziękowań za 28 tygodni emocji i śledzenia historii państwa Gisborn. Finał godny całej opowieści. I niech żyją długo i szczęśliwie.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również dzięki za wytrzymanie tych 28 tygodni, choć mogło nie być łatwo :)

      Usuń
  3. No, w końcu ktoś wytłumaczył Anastazji, jak się sprawy mają. Och, ta nasza gołębica... (znacie to? Jakby głupota miała skrzydła, to fruwałaby pani jak gołębica. Na pewno znacie ;))
    A gdzie opis sukni?!?! :DD Dobrze, że wiem chociaż tyle, że miała koka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bogu dziękować że Ty nigdzie nie odfruwasz!

      Usuń
    2. Ja mogę twardo stąpać po ziemi, jednocześnie mając głowę w chmurach - przywilej ludzi wysokich :)

      Usuń
  4. Kate jesteś najlepsza wiesz o tym? wiernie czytalam każdy rozdzial, każdą część mimo, że nie komentowałam zawsze to nie ominął mnie żaden wątek. Przeżywałam z Anastazją i Guy'em każdy wzlot i każdy upadek a teraz szczęśliwe zakończenie. Bardzo Dziękuje za kolejne wspaniałe opowiadanie (nie muszę przypominać, że kocham Serce Góry i często do niego wracam?) do tego też będę wracać. Mogę ci to obiecać, że w pochmurne dni kiedy moja chandra przejmie wszystko wrócę do szczęśliwego zakończenie i na pewno poprawi mi ono humor :) Po stokroć dziękuje Kate :) Pozdrawiam Allalove PS. Naprawdę należy Ci się przyzwoity odpoczynek choć nie ukrywam, że miło by było znaleźć jakąś nową Twoja prace na Wattpadzie mogę obiecać, że będę wierna czytelniczką :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję, choć chyba mnie przeceniasz :) To tylko zwykły, prosty fanfik, nic szczególnego. Ale niezmiernie mnie cieszy, że mogłam komuś sprawić nim choć odrobinę radości :)
      Tak, odpoczynek mi się należy i to od wszystkiego. A fanfik, no cóż, chyba to ostatni taki tutaj :) W każdym razie miło było pisać dla Was :)

      Usuń
  5. Kate, dziękuję Ci za szczęśliwego Guy’a. :-) I bardzo Ci dziękuję za to, że zechciałaś być tu co środę ze swoim opowiadaniem i że tak cierpliwie dzieliłaś się swoim talentem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też dziękuję za wszystkie 4 fanfiki, które mogłam tu opublikować. Mam nadzieję, że swoją obecnością tu nie sprawiłam kłopotu :)

      Usuń
  6. Bardzo dziękuję Kate za pasjonujące środowe wieczory w towarzystwie Guya, spodziewałam się takiego zakończenia.
    Dziękuje za fanfik o Johnie S. do którego często wracam i za wszystkie opowiadanka.
    Wierzę, ze w niedługim czasie znajdę jakieś twoje nowe opowiadanie na Wattpadzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jolu, również Ci dziękuję za obecność i czytanie. Cieszę się, że zakończenie jest takie, jakiego byś się spodziewała.
      Co do opowiadań, na razie muszę skończyć z różnych przyczyn. Odpoczywam :)

      Usuń
  7. Świetne zakończenie, ale cały czas myślałam, ze wróci jeszcze watek Marian i Robin Hooda. Dodałoby to smaczku :). Jednak mimo wszystko jestem usatysfakcjonowana, wielkie dzięki za te tygodnie! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawdę mówiąc jak wyrzuciłam Marian i Robina kilka rozdziałów temu, to odetchnęłam. Niepotrzebnie plątali mi się już pod nogami, myślę że książę Jan godnie ich zastąpił na koniec, mieszając :) I także dziękuję za przeczytanie opowiadania.

      Usuń
  8. I żyli długo i szczęśliwie dopóki Guy nie wstąpił do ISIS ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Absolutnie to nie jest śmieszne, Robin.

      Usuń