niedziela, 28 września 2014

Recenzja Justyny z obejrzenia spektaklu „The Crucible”.

Dziś chciałabym zaprezentować Wam jedną recenzję z obejrzenia ostatniego spektaklu „The Crucible”, granego w The Old Vic Theatre w Londynie z moim naszym ulubionym aktorem, Richardem Armitage’em w roli głównej. Recenzję, której autorką jest Justyna, która to tak wspaniale tłumaczy na nasz język wywiady i nie tylko wywiady z panem Armitage’em, umieszczając je na swoim kanale na  YouTube. Kanał Justyny tutaj

Justyno bardzo Ci dziękuję za tą wzruszającą i dającą do myślenia recenzję oraz za zgodę na jej opublikowanie na blogu.

***

Zdjęcie autorstwa Jay’a Brooksa. Żródło 

środa, 24 września 2014

"Książę z lawendowych pól", fanfik autorstwa Kate. Część 13.


Notka: Autorem tego opowiadania jest Kate, która publikuje swoje opowieści na Wattpad. Prace Kate znajdziecie tutaj. Opowieść zainspirowana jest postacią Johna Standringa granego przez Richarda Armitage’a w serialu „Sparkhouse" polski tytuł ”Dom na wrzosowisku” i nie ma na celu naruszenia praw autorskich. 

----------------------

Poprzednia, dwunasta część tutaj.

Od incydentu na imprezie redakcyjnej minęło już kilka dni. Starałam się nie wracać do tego tematu, choć John kilkakrotnie wspominał że zabrania mi jakichkolwiek kontaktów z Hugh, jednak zawsze udało mi się go udobruchać. Prawdę mówiąc planowałam zwolnić się z redakcji, ale bałam się, że nie będziemy mieli z czego żyć, choć John zarabiał u Freemanów, a ja u Jackmana, to jednak mogło być za mało na utrzymanie dwóch domów. Nie wiedziałam, co robić, z jednej strony nie mogłam dłużej pracować z Hugh, ale z drugiej… Wiedziałam, że po powrocie do pracy czeka mnie rozmowa, jak nie z naczelnym, to z kimś z góry. Po tym, co stało się w piątek… Czarno widziałam swoją przyszłość. Weszłam do redakcji tak, by nikt mnie nie zauważył. W ręku miałam wypowiedzenie. Od razu skierowałam się do gabinetu Hugh, gdzie jego sekretarka zmierzyła mnie groźnym wzrokiem.
- Jest naczelny? – zapytałam niepewnie. Kobieta uśmiechnęła się ironicznie.
- W takim stanie? Chyba żartujesz – prychnęła – Ten twój chłopak go zmasakrował, i narobił problemów.
- Dzięki – ucięłam szybko i chciałam wyjść, kiedy zawołała mnie ponownie:
- Czekaj! Ktoś inny na ciebie czeka.
Popatrzyłam na nią zdziwiona i bez słowa weszłam do gabinetu. No tak, mogłam się domyślić… Na fotelu Hugh siedział przyjaciel mojego ojca; ten, z którym rozmawiałam na imprezie.
- O, panna Kate, dobrze panią widzieć – rozparł się wygodnie i założył ręce za głowę – Usiądź.
- Dzień dobry… Nie ma Hugh?
- Moje dziecko, Hugh leczy rany po bójce z twoim chłopakiem – uśmiechnął się kpiąco – Nie sądzę, żeby prędko chciał się pokazywać komukolwiek na oczy. Poza tym zwolnił się z własnej woli.
- Z własnej…
- Za moją dobrą radą – podkreślił mężczyzna – Gdybyś wniosła oskarżenie, i miałabyś świadków, w co nie wątpię, i on byłby skończony, i dla całego wydawnictwa nie byłoby to dobre. Oczywiście nadal możesz to zrobić, ale uważam, że na tym powinnaś poprzestać.
- Nie, absolutnie, nie potrzebuję biegać po sądach przez Hugh – odparłam niepewnie, kompletnie zaskoczona – Czyli nie będzie go tu…
- Nie. Chwilowo JA będę tu codziennie na miejscu redaktora naczelnego. Oczywiście, przyjmiemy kogoś w swoim czasie, natomiast muszę osobiście poobserwować pracę redakcji i zrobić tu małe porządki po Hugh… Ciebie, moja panno, będę uważnie obserwował. Nie dam ci awansu ot tak, od ręki, bo w ogóle cię nie znam, a fakt, że chciał ci go dać Hugh, jak wiemy, był podyktowany jego prywatnymi sympatiami. Bardzo nagannymi, muszę podkreślić. Myślę, że to tyle, możesz wrócić do pracy.
- Tak… Dziękuję – dyskretnie zgniotłam w dłoniach wypowiedzenie – Dziękuję panu.
Wyszłam czym prędzej i udałam się na moje stanowisko pracy. Na pewno nie tego się spodziewałam, ale… dla mnie była to dobra wiadomość. Nie musiałam się zwalniać, bo Hugh już tu nie pracował. Co prawda brak awansu był dla mnie małym ukłuciem, ale rozumiałam, że nowy naczelny nie mógł wiedzieć niczego o mojej pracy i oprócz słów Hugh nie miał żadnych podstaw, by mnie awansować. Z drugiej strony nieco mi ulżyło… Niby chciałam tego awansu, ale gdzieś w głębi pragnęłam spędzać z Johnem jak najwięcej czasu i pozostanie na tym samym stanowisku było mi mimo wszystko na rękę. Cała byłam pełna sprzeczności, z jednej strony chciałam się rozwijać, a z drugiej coś mi mówiło, że spokojne życie na wsi w małym domku z moim ukochanym byłoby czymś cudownym. Nieważne. Na razie było dobrze, i nie chciałam nic zmieniać.

poniedziałek, 22 września 2014

Zabawne fanarty.

Pamiętacie sesję zdjęciową pana Armitage’a zrobioną przez Francesco Guidicini dla The Sunday Times?  Wspomniałam o niej tutaj. Jednak dziś chciałabym Wam zaprezentować fanarty autorstwa @DI_alpaca, które bardzo ową sesję przypominają. 

Za kulisami Spooks7 (Tajniacy7) – jedno zdjęcie.

Zdjęcie Richarda Armitage’a, które ukazało się niedawno w internecie, a którego wcześniej nie widziałam.
Znalezione przez Circus'gifs.tumblr, tam też więcej zdjęć.

środa, 17 września 2014

"Książę z lawendowych pól", fanfik autorstwa Kate. Część 12.

Notka: Autorem tego opowiadania jest Kate, która publikuje swoje opowieści na Wattpad. Prace Kate znajdziecie tutaj. Opowieść zainspirowana jest postacią Johna Standringa granego przez Richarda Armitage’a w serialu „Sparkhouse" polski tytuł ”Dom na wrzosowisku” i nie ma na celu naruszenia praw autorskich. 
-----------------


Poprzednia, jedenasta część tutaj

- Nie! Oszalałaś! Nigdy się na to nie zgodzę!
- Kochanie, pomyśl, może być super, a poza tym… To dla mnie ważne!
- Kate, powiedziałem już: NIE!
Kłóciliśmy się tak już od dłuższej chwili; wyglądało na to, że czeka nas jeszcze długa przeprawa. John zdenerwowany krążył po pokoju, a ja spokojnie stałam w miejscu, obserwując go uważnie. Dlaczego tak mocno się uparł…?
- John… Proszę – podeszłam do niego i położyłam mu dłonie na ramionach – Przecież to tylko zwykła, redakcyjna impreza. Dlaczego nie chcesz ze mną pójść?
- I co im powiesz? To mój narzeczony, który pasie owce?
- Nie wstydzę się ciebie – odparłam pewnym głosem – Powiedziałam już kiedyś naczelnemu, czym się zajmujesz. Zajmujesz się hodowlą owiec, a poza tym jesteś specjalistą od remontów.
- Czyli jednak podkoloryzowałaś…
- John, powiedziałam prawdę! Nie rozumiem, gdzie widzisz problem, myślałam że wyleczyłam już wszystkie twoje kompleksy…
- Dobrze, że ty żadnych nie masz – mruknął ze złością. Objęłam go delikatnie w pasie.
- Nie o to chodzi, przepraszam jeśli źle to zabrzmiało… Posłuchaj, to dla mnie ważne, na tej imprezie będzie też góra, ludzie ważniejsi od Hugh. Jeśli dobrze podejdę do sprawy, jeśli porozmawiam z kim trzeba, to mogę liczyć na awans. Wiem, że pracuję tam od niedawna, ale Hugh mówił że wielokrotnie chwalił mnie na zebraniach, że moje artykuły są dobrze ocenianie… John, to dla mnie szansa, zrozum.
- Ja i tak nie pomogę ci w tych rozmowach – oznajmił twardo – Będę tylko przeszkadzał. A poza tym… Jak chcesz ich przekonać, że zasługujesz na awans? Bo nie sądzę, żeby narzeczony u twego boku ci w tym pomógł.
- John… Co ty masz na myśli!?
Popatrzył na mnie ze złością i zazdrością. Niemożliwe… Czyżby myślał, że byłabym zdolna do uwiedzenia któregoś z przełożonych, by dostać awans!? Nie wierzyłam, że mógłby tak pomyśleć. Wbiłam w niego pytający wzrok, ale on ani drgnął. Wszystko było jasne…
- Jak możesz tak nisko mnie oceniać? – zapytałam go, drżąc z wściekłości – JAK mogłeś pomyśleć, że…
- Skoro ten awans jest dla ciebie tak ważny!
- John! NIC nie jest dla mnie ważne, jeśli nie chcesz, nigdzie nie pójdę, mogę się zwolnić z redakcji! Jeżeli to cię uszczęśliwi, zrezygnuję ze wszystkiego! Ale nie rób ze mnie… łatwej panienki!
- Kate! Kate… Przepraszam – szepnął, podchodząc do mnie i ściskając mocno moje dłonie – Nie wiem, co strzeliło mi do głowy. Przepraszam.
- Nie przepraszaj… John, czy ty boisz się mojego awansu? Boisz się, że coś się przez to zmieni?
- A ty… Potrzebujesz tego? Będziesz szczęśliwsza, dostając awans? – spojrzał na mnie dziwnie. Zmieszałam się, nie wiedziałam, co odpowiedzieć.
- Nie wiem, John… Chyba, chyba tak – westchnęłam – Chyba po to tam pracuję. Żeby nie tkwić ciągle w tym samym miejscu. Rozwijać się. Jasne, że chciałabym dostać awans.
- Nawet, jeśli wiązałoby się to z…
Wydawało się, że głos ugrzązł mu w gardle i nie był w stanie dokończyć zdania. Jakby bał się, że powie coś, czego się boi, a ja przytaknę. Położyłam mu dłoń na policzku i wyczułam zdenerwowanie.
- Z czym? – zapytałam.
- Nie udawaj, wiesz że w twoim przypadku na pewno wiązałoby się to z codzienną pracą w Yorku. Musiałabyś tam codziennie dojeżdżać albo… zamieszkać tam.
- John… Nie zamieszkałabym tam bez ciebie…
- A ja nie zamieszkałbym tam – przerwał mi szybko – Bo nie miałbym tam pracy. Tu mam wszystko, i…
- Daj mi skończyć! Nie zamieszkałabym tam bez ciebie, ani sama, to jest moje miejsce i tu zostanę. A dojeżdżanie tam nie jest problemem, John, i tak oboje pracujemy, nie widujemy się przez większość dnia…
- To co innego – odparł smutnym tonem – Zawsze mogę przyjść do ciebie, do cukierni, albo ty do mnie, do Freemanów, jak dwa tygodnie temu… Jesteś obok, mam świadomość że mam cię tutaj, że… Mogę się tobą opiekować.
- Kochanie moje… Nie martw się na razie niczym – przytuliłam się do niego, czując się winną jego smutku i obaw – Nie myślmy o tym. Nie będę rozmawiać o awansie.
- Nie, nie możesz odpuścić… Chcę, żebyś była szczęśliwa.
Spojrzałam mu w oczy i przeczesałam dłonią jego włosy.
- Będę szczęśliwa, jeśli pójdziesz ze mną na tę imprezę, będziesz cały czas trzymał mnie tam za rękę i wspierał. Dobrze?
Pokręcił najpierw przecząco głową i uśmiechnął się nieśmiało, po czym pocałował mnie lekko i spojrzał w taki sposób, że miałam już odpowiedź – wiedziałam, że ze mną pójdzie.

niedziela, 14 września 2014

Podziękowanie pana Armitage'a podczas ostatniego spektaklu "The Crucible".






Dziwne, bo pomimo, że nie widziałam spektaklu to patrząc na ten króciutki filmik jestem bardzo wzruszona. 


Aktualizacja: w związku z tym, że powyższy film jest już prywatnym filmem, poniżej krótszy, ale zawierający te same emocje. 

piątek, 12 września 2014

Happy Guy Day! Co mawiała matka Sir Guy’a.

Dziś chciałabym zwrócić Waszą uwagę na jedno zdanie wypowiedziane przez Sir Guy’a (Richard Armitage) z pierwszego sezonu serialu BBC „Robin Hood” do Lady Marian (Lucy Griffiths), kiedy to po raz kolejny on przyniósł jej podarek a którego ona nie chciała przyjąć. A wiemy, że ten rycerz potrafił być hojnym.