- Nie! Oszalałaś! Nigdy się na to
nie zgodzę!
- Kochanie, pomyśl, może być
super, a poza tym… To dla mnie ważne!
- Kate, powiedziałem już: NIE!
Kłóciliśmy się tak już od
dłuższej chwili; wyglądało na to, że czeka nas jeszcze długa przeprawa. John
zdenerwowany krążył po pokoju, a ja spokojnie stałam w miejscu, obserwując go
uważnie. Dlaczego tak mocno się uparł…?
- John… Proszę – podeszłam do
niego i położyłam mu dłonie na ramionach – Przecież to tylko zwykła, redakcyjna
impreza. Dlaczego nie chcesz ze mną pójść?
- I co im powiesz? To mój
narzeczony, który pasie owce?
- Nie wstydzę się ciebie –
odparłam pewnym głosem – Powiedziałam już kiedyś naczelnemu, czym się
zajmujesz. Zajmujesz się hodowlą owiec, a poza tym jesteś specjalistą od
remontów.
- Czyli jednak podkoloryzowałaś…
- John, powiedziałam prawdę! Nie
rozumiem, gdzie widzisz problem, myślałam że wyleczyłam już wszystkie twoje
kompleksy…
- Dobrze, że ty żadnych nie masz
– mruknął ze złością. Objęłam go delikatnie w pasie.
- Nie o to chodzi, przepraszam
jeśli źle to zabrzmiało… Posłuchaj, to dla mnie ważne, na tej imprezie będzie
też góra, ludzie ważniejsi od Hugh. Jeśli dobrze podejdę do sprawy, jeśli
porozmawiam z kim trzeba, to mogę liczyć na awans. Wiem, że pracuję tam od
niedawna, ale Hugh mówił że wielokrotnie chwalił mnie na zebraniach, że moje
artykuły są dobrze ocenianie… John, to dla mnie szansa, zrozum.
- Ja i tak nie pomogę ci w tych
rozmowach – oznajmił twardo – Będę tylko przeszkadzał. A poza tym… Jak chcesz
ich przekonać, że zasługujesz na awans? Bo nie sądzę, żeby narzeczony u twego
boku ci w tym pomógł.
- John… Co ty masz na myśli!?
Popatrzył na mnie ze złością i
zazdrością. Niemożliwe… Czyżby myślał, że byłabym zdolna do uwiedzenia któregoś
z przełożonych, by dostać awans!? Nie wierzyłam, że mógłby tak pomyśleć. Wbiłam
w niego pytający wzrok, ale on ani drgnął. Wszystko było jasne…
- Jak możesz tak nisko mnie
oceniać? – zapytałam go, drżąc z wściekłości – JAK mogłeś pomyśleć, że…
- Skoro ten awans jest dla ciebie
tak ważny!
- John! NIC nie jest dla mnie
ważne, jeśli nie chcesz, nigdzie nie pójdę, mogę się zwolnić z redakcji! Jeżeli
to cię uszczęśliwi, zrezygnuję ze wszystkiego! Ale nie rób ze mnie… łatwej
panienki!
- Kate! Kate… Przepraszam –
szepnął, podchodząc do mnie i ściskając mocno moje dłonie – Nie wiem, co
strzeliło mi do głowy. Przepraszam.
- Nie przepraszaj… John, czy ty
boisz się mojego awansu? Boisz się, że coś się przez to zmieni?
- A ty… Potrzebujesz tego?
Będziesz szczęśliwsza, dostając awans? – spojrzał na mnie dziwnie. Zmieszałam
się, nie wiedziałam, co odpowiedzieć.
- Nie wiem, John… Chyba, chyba
tak – westchnęłam – Chyba po to tam pracuję. Żeby nie tkwić ciągle w tym samym
miejscu. Rozwijać się. Jasne, że chciałabym dostać awans.
- Nawet, jeśli wiązałoby się to
z…
Wydawało się, że głos ugrzązł mu
w gardle i nie był w stanie dokończyć zdania. Jakby bał się, że powie coś,
czego się boi, a ja przytaknę. Położyłam mu dłoń na policzku i wyczułam
zdenerwowanie.
- Z czym? – zapytałam.
- Nie udawaj, wiesz że w twoim
przypadku na pewno wiązałoby się to z codzienną pracą w Yorku. Musiałabyś tam
codziennie dojeżdżać albo… zamieszkać tam.
- John… Nie zamieszkałabym tam
bez ciebie…
- A ja nie zamieszkałbym tam –
przerwał mi szybko – Bo nie miałbym tam pracy. Tu mam wszystko, i…
- Daj mi skończyć! Nie
zamieszkałabym tam bez ciebie, ani sama, to jest moje miejsce i tu zostanę. A
dojeżdżanie tam nie jest problemem, John, i tak oboje pracujemy, nie widujemy
się przez większość dnia…
- To co innego – odparł smutnym
tonem – Zawsze mogę przyjść do ciebie, do cukierni, albo ty do mnie, do
Freemanów, jak dwa tygodnie temu… Jesteś obok, mam świadomość że mam cię tutaj,
że… Mogę się tobą opiekować.
- Kochanie moje… Nie martw się na
razie niczym – przytuliłam się do niego, czując się winną jego smutku i obaw –
Nie myślmy o tym. Nie będę rozmawiać o awansie.
- Nie, nie możesz odpuścić… Chcę,
żebyś była szczęśliwa.
Spojrzałam mu w oczy i
przeczesałam dłonią jego włosy.
- Będę szczęśliwa, jeśli
pójdziesz ze mną na tę imprezę, będziesz cały czas trzymał mnie tam za rękę i
wspierał. Dobrze?
Pokręcił najpierw przecząco głową
i uśmiechnął się nieśmiało, po czym pocałował mnie lekko i spojrzał w taki
sposób, że miałam już odpowiedź – wiedziałam, że ze mną pójdzie.