środa, 30 lipca 2014

"Książę z lawendowych pól", fanfik autorstwa Kate. Część 5.


Notka: Autorem tego opowiadania jest Kate, która publikuje swoje opowieści na Wattpad. Prace Kate znajdziecie tutaj. Opowieść zainspirowana jest postacią Johna Standringa granego przez Richarda Armitage’a w serialu „Sparkhouse" polski tytuł ”Dom na wrzosowisku” i nie ma na celu naruszenia praw autorskich.
---------------------

Poprzednia, czwarta część tutaj.

Palce drżały mi niesamowicie, kiedy próbowałam pomalować sobie oczy. Znowu nie wyszło… Ze złością chwyciłam wacik i zmyłam z siebie makijaż. Koniec, nie będę pacykować się dla żadnego mężczyzny! John musi mnie zaakceptować w stanie surowym, czy mu się to podoba, czy nie. Byłam tak zestresowana i podekscytowana, że nie byłam w stanie utrzymać kredki w dłoni, nie było więc sensu męczyć się i robić z siebie pandy z grubą, czarną obwódką wokół oczu. Założyłam cienką, zwiewną sukienkę w pięknym, lawendowym kolorze i, jakżeby inaczej, wysokie szpilki. Nie mogłam się powstrzymać, to było silniejsze ode mnie – skoro makijaż się nie udał, to chociaż but musiał nadrabiać. Mogłam się założyć, że tutejsze dziewczyny po cichu podśmiewały się ze mnie i mojego uwielbienia do wysokich butów, jednak nie robiło to na mnie żadnego wrażenia – to, że połowa Terrington na co dzień chodziła w roboczych ubraniach i gumofilcach, a nasze chodniki niezbyt nadawały się na spacery w szpilkach, nie znaczyło że nie mogę robić tego, na co mam ochotę. A miałam niezwykłą chęć pokazać Johnowi moje, nieskromnie mówiąc, niezłe nogi w krótkiej sukience i wysokich obcasach. Ostatni rzut oka na moje odbicie w lustrze utwierdził mnie w tym, że wyglądałam naprawdę dobrze, toteż chwyciłam w dłoń torebkę i wyszłam z domu. Kpiące uśmieszki moich dawnych koleżanek ze szkoły obchodziły mnie tyle, co zeszłoroczny śnieg – czułam się fantastycznie i nie mogłam się doczekać, kiedy zobaczę Johna, i żadne złośliwe komentarze zza pleców nie mogły tego zmienić. Stanęłam przed jego drzwiami i wygładziłam sukienkę. Zapukałam i czekałam długą chwilę, w końcu nie wytrzymałam i zapukałam drugi raz, mocniej. Drzwi otworzyły się i zobaczyłam całkowicie zdumionego Johna, w szarej koszulce i z mokrymi włosami. Patrzył na mnie, jakby zobaczył ducha.

wtorek, 29 lipca 2014

„Epicentrum”/ ”Into the Storm”- burza materiałów promocyjnych.

Jak zapewne wiecie bardzo rzadko oglądam tv, ale wczoraj nie mogąc zasnąć „biegałam” po telewizyjnych kanałach mocno się zdziwiłam, kiedy zobaczyłam zwiastun do filmu „Epicentrum” ("Into the Storm”). Uczucie było dość dziwne tym bardziej, że nie przestały jeszcze we mnie rozbrzmiewać słowa Thorina mówiącego: „Will you follow me one last time?” („Czy pójdziesz za mną ten ostatni raz?”) ze zwiastuna do filmu „Hobbit: Bitwa Pięciu Armii”, a tu pan Armitage jako Gary, prosto z mojego telewizora, mówi: „My son is out there” („Mój syn jest tam” ).  
Zwiastun, który wczoraj widziałam możecie zobaczyć poniżej.  


Pojawił się również wywiad z panem Armitage’em i tu wielkie dzięki dla Servetus z Me+RichardArmitage za znalezienie tego wywiadu. Wywiad możecie zobaczyć tutaj  i mam nadzieję, że również poniżej.


Zostały upublicznione dwie części zza kulisowych ujęć ("B-roll") do tego filmu.



Pojawił się również krótki film pokazujący proces tworzenia tego filmu, ale ostrzegam, materiał ten zawiera spoilery.

niedziela, 27 lipca 2014

Piąty tydzień po premierze "The Crucible".


Źródło
W zasadzie chciałam opublikować tylko to jedno zdjęcie. Bo jest w nim wszystko co uwielbiam. Cudowny uśmiech pana Armitage’a, jego radosne spojrzenie, jak przypuszczam skierowane do proszącej/proszącego o autograf. I zapewne Was nie zaskoczę, że również jego cudna dłoń. Jednak później znalazłam to poniższe zdjęcie i …

Źródło
… i urzekło mnie to figlarne spojrzenie. Doprawdy nie wiem jak on to robi, że pomimo wysiłku jakim jest bycie Johnem Proctorem, chwilę po zejściu ze sceny spogląda tak radośnie i zalotnie. 
Tutaj znajdziecie dowód, że nie tylko panie chętnie fotografują się z moim naszym ulubionym aktorem. 

piątek, 25 lipca 2014

Brudny i mokry...

... oto Gary Morris (Fuller) w kolejnej odsłonie.

Źródło
Źródło

Happy Guy Day! I ...

… i jedna nowela. Nowela, której autorką jest Kasieńka. Opowiadanie zainspirowane jest postacią Sir Guy’a granego przez Richarda Armitage’a i Lady Marian graną przez Lucy Griffiths z serialu BBC „Robin Hood”

Kasieńko, dziękuję za przesłanie i za zgodę na opublikowanie Twojego opowiadania. 

Ostrzeżenie: nowela zawiera treści erotyczne, więc jeśli nie macie skończonej odpowiedniej ilości lat (to jest 18 lat) aby czytać takie teksty, to proszę nie czytajcie dalej. 


Notka od Kasieńki: Fanfik ten jest krótką historią alternatywną do innej historii alternatywnej, która jednak ze względu na swoją treść nie będzie tutaj publikowana. Może jednak służyć jako całkiem oddzielne i niezależne opowiadanie. Inspirację do jego powstania podrzuciła mi Zosia, której z tego miejsca serdecznie dziękuję, mimo że natchnienie to kosztowało mnie zarwaną noc i spory kawałek popołudnia dnia następnego :)

***
Minęło już dziewięćdziesiąt dwa i pół dnia od tej chwili, gdy została jego żoną, związując się z nim na zawsze okowami silniejszymi od hartowanej stali. Ponad dziewięćdziesiąt dwa koszmarne dni i dziewięćdziesiąt jeden nie lepszych nocy. Dobrze wiedziała, ile czasu upłynęło – bo w myślach liczyła każdy dzień swojego nieszczęścia, tak jakby to odliczanie miało przybliżyć ją do wyzwolenia – do śmierci.
Nie miała nikogo. Jej ojciec, mężczyzna, którego kochała najbardziej na świecie, który zawsze był jej oparciem i pomocą, zginął tragicznie już dawno temu, zostawiając ją na pastwę niepewnego losu. Robin odwrócił się od niej, wzgardził nią i porzucił wtedy, gdy potrzebowała go najbardziej. Został jej tylko… on. Gdyby chociaż ją trochę lubił, bo miłości nawet nie śmiała od niego żądać… Gdyby chociaż nie gardził nią, nie nienawidził jej tak bezwzględnie, byłoby jej łatwiej z nim żyć. Każdym gestem codziennie starał się jej udowodnić, że ma ją za nic, że mu na niej w ogóle nie zależy. Odnosiła wrażenie, że ożenił się z nią tylko po to, by ją zniszczyć z zemsty za to, jak go kiedyś traktowała. Czy jednak jej postępowanie było aż tak straszną zbrodnią, by należała się za nie tak okrutna kara?

Minęło już dziewięćdziesiąt dwa i pół dnia od tej chwili, gdy pojął ją za żonę, związując się z nią na zawsze okowami silniejszymi od hartowanej stali. Nic nowego – odkąd ją ujrzał, jego serce już było spętane. Ponad dziewięćdziesiąt dwa piękne, choć trudne dni i dziewięćdziesiąt jeden rozkosznych nocy. Dobrze wiedział, ile czasu upłynęło – bo w myślach liczył każdy dzień swojego szczęścia, tak jakby to odliczanie miało upewnić go, że nie śni, że jego marzenie rzeczywiście się spełniło.
Prócz niej nie miał nikogo. Jego rodzice, których kochał najbardziej na świecie, odeszli w tragicznych okolicznościach. Z siostrą już dawno nie miał kontaktu, zresztą z pewnością nienawidziła go za to, co jej zrobił. Została mu tylko… ona. Gdyby chociaż go trochę lubiła, bo miłości nawet nie śmiał od niej żądać… Za to on kochał ją do szaleństwa. Przez długi czas jego miłość napotykała na mur jej kłamstw i obojętności, nie okazywał więc jej tego wprost (zresztą nigdy nie był dobry w wyznawaniu swoich uczuć), za to każdym gestem codziennie starał się jej udowodnić, jak bardzo troszczy się o nią i dba, jak bardzo mu na niej zależy.

środa, 23 lipca 2014

"Książę z lawendowych pól", fanfik autorstwa Kate. Część 4.

Notka: Autorem tego opowiadania jest Kate, która publikuje swoje opowieści na Wattpad. Prace Kate znajdziecie tutaj. Opowieść zainspirowana jest postacią Johna Standringa granego przez Richarda Armitage’a w serialu „Sparkhouse" polski tytuł ”Dom na wrzosowisku” i nie ma na celu naruszenia praw autorskich.
-----------------------------------------------------------------------


Poprzednia, trzecia część tutaj.

Twarda, kościelna ławka może nie była najlepszym miejscem na rozmyślania o relacjach damsko-męskich, ale to jedyny moment, kiedy mogłam w ciszy zebrać myśli. Przyszłam do kościoła pół godziny przed mszą, aby pomyśleć. Zresztą, od poprzedniego wieczora nie robiłam nic innego… Nigdy się tak nie czułam, nikt nigdy nie poruszył mojej duszy tak mocno, nie spowodował bicia serca tak, jak zrobił to John. Odkąd zamknęłam za sobą drzwi domu, płakałam i rozmyślałam. I bynajmniej nie był to płacz z rozpaczy. To były łzy ogromnego szoku, szczęścia i niepewności, czy aby ta ulotna, piękna chwila nie zniknie nagle, nie rozpłynie się w powietrzu. Czekałam teraz na potwierdzenie wczorajszego pocałunku. John  obiecał, że spotkamy się w kościele… Siedziałam więc nerwowo, trzymając dla niego miejsce obok siebie. Usiadłam w miejscu, w którym na pewno od razu by mnie zauważył po wejściu. Obok mnie chciały siadać różne osoby, ale za każdym razem odmawiałam, tłumacząc że miejsce jest zajęte i za chwilę przyjdzie osoba je zajmująca. Kiedy podszedł do mnie Paul Turner, w ogóle się do niego nie odezwałam, tylko spojrzałam z nieskrywaną odrazą. Niestety, czekałam na próżno… W momencie, kiedy ksiądz podchodził do ołtarza, nerwowo rozejrzałam się po kościele. Ludzie patrzyli na mnie jakoś dziwnie, ale ja desperacko starałam się dojrzeć gdzieś Johna. Ale jego najzwyczajniej w świecie nie było… Co się dzieje!? Wystawił mnie? Zapomniał? Może zaspał? A może… Boże, stało mu się coś złego! Chciałam wstać i czym prędzej wyjść z kościoła, szukać go… Powstrzymałam się od tego, ale nie byłam w stanie w skupieniu słuchać tego, co ma do powiedzenia ksiądz. Myślałam tylko o Johnie, o tym że coś mogło mu się stać. To stawało się już nie do zniesienia. Kiedy msza się zakończyła, natychmiast wstałam i przecisnęłam się przez tłum ludzi do wyjścia.

wtorek, 22 lipca 2014

Kolejny spot tv do „Into the Storm” / “Epicentrum”.

Spot możecie zobaczyć poniżej.


Aktualizacja 23/07/2014: a poniżej, dzięki WarnerBrosPL również z polskimi napisami. 



I z radością odnotowuję fakt, że są już polskie plakaty do tego filmu. 

Źródło

Źródło

Źródło
Źródło


Taaak, zdecydowanie ten pierwszy jak i ostatni najbardziej mi się podobają. ;-) 
I muszę przyznać, że patrząc na te plakaty dochodzę do wniosku, że polski tytuł, tym razem, jest całkiem niezły.

Więcej ciekawostek związanych z tym filmem znajdziecie na oficjalnej stronie WARNER BROS. ENTERTAINMENT POLSKA tutaj