Poprzednia, osiemnasta część tutaj.
Słońce powoli zachodziło, wokół
Góry hulał chłodny wiatr. Niebo pociemniało, zdawało się jakby cały świat
przygotowywał się do wielkiej bitwy, która zbliżała się wielkimi krokami.
Stojący przed wejściem do Góry Balin słyszał z daleka nadchodzące wojska,
jednak nie to było jego największym zmartwieniem. Bał się o Thorina, który nie
zaprzestał poszukiwań od południa. Przegarniał złoto, drążył, przeszukiwał
wszystkie kąty w poszukiwaniu Arcyklejnotu, podczas gdy wszyscy zbroili się i
przygotowywali do walki. Był głuchy na prośby i nawoływania, skarb zawrócił mu
w głowie tak bardzo, że stawał się bardzo agresywny gdy ktoś się do niego
zbliżał. Obcy, przepełniony wściekłością, z szaleństwem i żalem w dzikim
spojrzeniu, wzbudzał przerażenie wszystkich obecnych. W końcu usiadł pod
królewskim tronem, zrezygnowany.
- Nie ma go – szeptał nerwowo –
Nie ma, zniknął, został skradziony…
Bilbo zerkał na niego, dręczony
wyrzutami sumienia. Po co zabierał ten przeklęty klejnot, po co wtrącał się w tę
sprawę… Postanowił jednak, że nie odda go teraz. Kto wie, jak zareagowałby
Thorin? Choć obawiał się, że pogrążony w nieszczęściu i poszukiwaniu
Arcyklejnotu, zaniecha udziału w bitwie, która z każdą minutą była coraz
bliżej. Hobbit był rozdarty, bardzo chciał zwierzyć się Balinowi, lecz bał się
mówić cokolwiek, nawet staremu krasnoludowi, który zawsze go rozumiał.
Postanowił zmierzyć się z tym samemu.
- Bilbo! – usłyszał nagle głos
Kiliego i ruszył w stronę zbrojowni.
- Mam coś dla ciebie! –
uśmiechnął się książę, rzucając mu cienką, małą kolczugę – Idealna na twój
rozmiar. To mithril, najbardziej wytrzymały na świecie. Może cię trafić i ze
sto strzał, a żadna cię nie zabije!
- Chcesz topór? – zapytał Nori,
oglądając wszystkie ich rodzaje, wiszące na ścianie.
- Mam Żądełko – odparł Bilbo –
Powinno mi wystarczyć.
- Żartujesz! To nóż do krojenia
sera – roześmiał się Bombur – Orków najlepiej zabijać ciężką, krasnoludzką
bronią.
- Nie chcę nikogo zabijać!
- To po co tu przyszedłeś? To nie
wycieczka! – Dwalin założył na siebie ciężką zbroję.
- Dajcie mu spokój, to włamywacz,
a nie wojownik – Fili stanął w obronie niziołka – I tak uratował nam skórę
wiele razy.
- Mój kuzyn jest bohaterem?
- Tak, kochanie, bohaterem.